Ogłoszenie

Dear Friends,

It is with a heavy heart that we have decided to retire our beloved Forum Detroit. It has served the Polonia Detroit for over 10 years, and was a source of joy for many. However, after many months of inactivity, the time has come to bid it farewell.

Deepest and warmest thanks to all those who contributed to Forum discussions over the years, either by sharing their thoughts or reading those of others. Your presence and participation served as a building block of this online polish community.

Forum Detroit

#1 09.01.2011 22:34:52

nowy
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 11.05.2009
Posty: 3860

Opowiesć emigranta.

OPOWIEŚĆ EMIGRANTA.

Poruszyła mnie „Opowiastka alegoryczna na temat........  dobrych ale naiwnych ludzi, którzy pomagając innym zatracili się w tym do tego stopnia że sami popadli w tarapaty finansowe. Historia  opisana w Tygodniku Polskim nr. 35-36 przez pana Andrzeja Myca.
Czym prędzej chwyciłem za telefon i zadzwononiłem do mojego znajomego, który opowiadał mi podczas naszych spotkań swoją prawdziwą historię życia ale jakże odmienną od tej drukowanej w Tygodniku.
....................................................................................................


„Było to dawno temu, rozpoczął opowiesć mój znajomy.”
-Dawno?
Przerwałem mu szybko.
-Mieszkasz tutaj dopiero niecałe dziesięć lat.
-Tak. Dziesięć lat to też kawał czasu i wiele się w moim życiu w ciągu tych dziesięciu lat wydarzyło.
Odparł.
-To może opowiesz po koleii.
Zachęciłem go.
- Początki zawsze są trudne należało zostawić tam w Polsce dom, interes, przyjaciół, rodzinę, wszystko. A miałem jeszcze zaczętą budowę domu według mojego projektu.
-Nie wiedziałem że się znasz na projektach budowlanych z tego co wiem masz całkiem inne wykształcenie?
- Nie tak daleko nie sięga moja wiedza, projekt mój to były rysunki z zaznaczeniem gdzie co i jak ma być to taki szkic marzyciela.  A nie był to mały obiekt. Góra z częscią mieszkalną miała w przyszłosci funkcjonować jako hotel. Dół- restauracja z domem weselnym. Piwnice do zagospodarowania z odpowiednimi na owe czasy wymiarami itp. Całosć ok.1000 metrów na trzech kondygnacjach.
-Dużo tego.
- Dużo i potrzeba na to dużo pieniędzy. Sam plan kosztował mnie około 15,000 tys złotych co można porównać w tamtych czasach do ceny za około piętnascie projektów domków jednorodzinnych. Przez około trzy lata gromadziłem materiały, pozwolenia, wykłócałem się w urzędach pisałem odwołania. Nawet do władz wojewódzkich. W końcu dopiąłem swego.
- Trzy lata same pozwolenia?
- To i tak niewiele w porównaniu z tym co się teraz dzieje w polskich urzędach. Okazało się jednak, że w tępie na jaki moglismy sobie pozwolić budowa może potrwać około dziesięć lat!
- Długi okres.
- Tak a może być i dłuższy, wykończenia zawsze pochłaniają dużo czasu i srodków.
- Obmyslilismy więc to tak:
-?
- Moja żona miała tu ciotkę i od tego się zaczeło.Postanowilismy wyjechać i zarobić na naszą przyszłosć. Najpierw przyjechała żona. Ja po zamknięciu wszelkich spraw na miejscu po szesciu miesiącach. Za rękę wprowadziłem małe dziecko do samolotu na Okęciu i w ok. piętnascie godzin potem wysiedlismy na lotnisku w Detroit. Po drodze wiesz te kontrole sprawdzania dokumentów, pytania na które nie umiałem odpowiedzieć a najgorsze te kontrole bagażu po których nic już nie było tak ułożone jak poprzednio. A jechałem na dłużej więc było tego trochę.  Ale wreszcie finał podróży. Znajoma  kuzynki czekała na lotnisku i po przejsciu kolejnych kontroli ‘stępel’ i druga strona. Jeszcze tylko pytanie. Po co przyjechałes? Głupie pytanie pomyslałem.
Przewieżli nas z bagażami do Hamtramck, polskiego miasteczka jak mówili po drodze.
- Pierwsze wrażenie?
- Wrażenie? Bród, smród rozpadające się domy obite jakims tandetnym plastykiem lub obdarte z elewacji  z dachami krytymi papą. Co to jest ? Czy to jest ta Ameryka do której przyjechałem zarobić na naszą wspólną przyszłosć?  Czy to jest ta Ameryka widziana w 'Holywoodzkiej produkcji'.  Widok żony stojącej na jakims prowizorycznym balkonie rozładował napięcie. Ale o mało nie krzyknąłem, uważaj bo się może zawalić!   Nie zawalił się stoii do dzis.  Wdrapałem się na górę po wąskich drewnianych stromych schodach. Na ostatnim rozerwałem na wystającym gwożdziu spodnie od garnituru kupionego specjalnie na drogę.
- Garnituru? Ha ha.
- Tak nie smiej się przyjechałem w garniturze w niebieskiej koszuli uszytej przez  Wólczankę z najlepszej jakosci materiału  i odpowiednio dobranym krawacie. Jechałem w końcu do Ameryki. Usciski pierwsze słowa, dotyk spojrzenie w oczy po wielu miesiącach bliskosć kochanej osoby i rzut oka na lokum które od tej pory miało być moim domem. Kontrasty, wiele kontrastów.  Do mojego nowego domu wchodziło się jak wspomniałem po schodach wprost do kuchni. Kuchnia to było centrum z niej prowadziły drzwi do łazienki szerokiej na metr długiej na trzy. Umywalka, sedes i jakies kawałek wanny z prysznicem za przesuwanymi okropnie skrzypiącymi drzwiami. Tyle i więcej by nie weszło.  Dalej  pokój pierwszy z balkonem a w nim szafka na której stał mały telewizor czarnobiały pamiętający chyba czasy minionej epoki. Widziałem chyba podobny w muzeum techniki w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Warczał, charczał i prychał ten odbiornik trzech kanałów i żadna antena nie miała wpływu na jakosć prezentowanych programów. Kolejnym meblem była stara jak ten dom kanapa z jakimis brudnymi poduszkami na której po zajęciu miejsca siedzącemu wydawało się że nie siedzi na tym czyms lecz wprost na podłodze z nogami pod brodą. W rogu sztuczny kwiat palma i to wszystko.A jeszcze przed tą kanapką stała drewniana odrapana ława. Też niska dostosowana do reszty umeblowania. Pokój drugi sypialny. Wyposażenie, łóżko drewniane z jakąs wielką półką nad głową na niej zegarek na prąd, wiadomo do roboty zaspać nie możesz, jedno krzesło po prawej stronie łóżka i szafka po lewej, wszystko. Pokój ostani pusty, nic żadnego mebla. Wszędzie podłogi drewniane mocno zniszczone w ‘ wypoczynkowym’ wykładzina koloru sraczki smierdząca roztoczami na kilometr.  A w samym centrum czyli w kuchni stół tak samo stary jak reszta ‘mebli’  i trzy krzesła  a każde inne. Popatrzyłem na żonę znając jej zamiłowanie do czystosci i estetyki i próbowałem się doszukać zmiany w jej osobowosci . Opowiedż wyjasniła wiele.
- Jestem tu dopiero od rana, ręce już mam urobione po łokcie, wiem wiem że to trudne, kupiłam kilka nakryć dużo srodków czystosci kilka talerzy, sztućce, trochę jedzenia na początek. Garczki. Mamy dwa dni na doprowadzenie ‘tego’ do tego by było tu można mieszkać.
- Mój nowy dom kosztuje $ 350,00 miesięcznie do tego płacę prąd na pół z sąsiadem mieszkającym na dole, gaz jakims cudem mamy osobno ale telefon stacjonarny znów rozliczamy po połowie za abonament, natomiast rozmowy zagraniczne płacimy każdy za siebie. Jest więc możliwosć spotkania się choć raz w miesiącu i obgadania rozliczenia oraz wypicia kiepskiej jakosci  ‘berbeluchy’ Made in Canada za $12,00 której mój organizm nie znosił do trzeciej szklaneczki, póżniej jakos szło.
Ale do tematu. Po przywitaniu i uciesze że wreszcie razem kuzynka odparła krótko.
- No to teraz do roboty masz wiele do zrobienia. Ja teraz idę do domu ale  jutro wracam i będziemy dzwonić za pracą. Wybierzcie cos. Musisz zrobić prawo jazdy i zarobić na samochód.To podstawa bez tego tu żyć nie możesz.
-To było jak otrzeżwienie. Jest Wielkanoc swięto przecież a tu już do roboty?
Gazeta wylądowała na stole, patrzę i oczom nie wierzę Tygodnik Polski  a w nim artykuły w języku polskim i to co było najważniejsze dla kuzynki w tym czasie,  ogłoszenia związane z pracą. Zostalismy we trójkę  dziecko zmęczone podróżą nie przejawiało ciekawosci otaczającym swiatem. Po przywitaniu i obcałowaniu wszystkich możliwych miejsc na ciele  przez od dawna nie widzianą mamę Ania  padła zmęczona na tej kanapce żona zdążyła tylko przykryć ten mebel dwoma nakryciami odzielając miłosć życia od miernoty i nieczystosci mebla. A póżniej mimo zmęczenia długie rozmowy o wszystkim i smiech i łzy na przemian. A co tam? Tęskniłam a ty? Ania podrosła. A jak dom? A wszystko wyłączyłes przed wyjazdem? A gaz? A woda? A jak tam podróż ?
Nawet sobie nie zdajesz sprawy jak człowiek tęskni do tych rozmów do bycia razem, blisko, bardzo bardzo blisko. I do prostych czynnosci które się wykonuje razem, od jedzenia i picia poprzez sprzątanie, mycie nakryć, sprzeczki a nawet zwykłe patrzenie byle razem na spiące dziecko. To wszystko zrozumiałem  wtedy, to jest miłosć. A człowiek bez niej czy jest cos wart?
,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,
Jeżeli chcecie przeczytać więcej napiszcie. Proszę też o krytyczne wypowiedzi. Wiem że każdy ma swoje własne przeżycia po przyjeżdzie tutaj a każde wygląda inaczej.
Tak więc prosimy o komentarze.


"Kto za młodu nie był buntownikiem, ten na starość będzie świnią"
                                                                            J.Piłsudski

Offline

 

#2 09.02.2011 02:48:06

Zoomboy
Legendarny Mistrz Forum
Od: USA
Zarejestrowany: 07.09.2007
Posty: 13193

Re: Opowiesć emigranta.

Pisz Nowy, pisz.
Czytając powyższy tekst (5:00 AM) z kubeczkami kawy, przypominamy z Mrs. Z. nasze początki.
Czy ty aby nie piszesz o nas? wink
Niezbyt wiele alegorii ale ile w tym prawdziwego życia...


That’s all, folks
Przekażmy sobie znak pokoju.
Hasta la vista, Vaya con Dios
Я возвращусь, Ich werde zurück sein, Je reviendrai, Estarei de volta, Θα είμαι πίσω, I červnu se zpět, Leszek vissza, وحقوق عودة

Offline

 

#3 09.02.2011 03:48:20

Look761
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 04.27.2008
Posty: 2856

Re: Opowiesć emigranta.

nowy
pisz ,pisz jestem ciekawy jak potoczyly sie losy.


"Czy świat bardzo się zmieni , gdy z młodych gniewnych wyrosną starzy , wkurwieni"
                                                                                                               
                                                                                                       Jonasz Kofta

Offline

 

#4 09.02.2011 20:56:10

JCP
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 04.13.2009
Posty: 3520

Re: Opowiesć emigranta.

Kazdy z nas ma "amerykanska" historie, jestem ciekawa czy wiekszosc jest do siebie zblizona. Moze warto otworzyc nowy dzial na ten temat i powspominac dawne czasy. Nowy, oczywiscie czekamy na ciag dalszy.

Offline

 

#5 09.04.2011 11:05:14

nowy
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 11.05.2009
Posty: 3860

Re: Opowiesć emigranta.

OPOWIEŚĆ EMIGRANTA II
- Noc mineła szybko, pospał by człowiek jeszcze ale wrażenia i poddenerwowanie są jak duże ilosci mocnej czarnej kawy. Trzeżwią i wyostrzają zmysły, czujesz się taki podniecony. Z zaciekawieniem wyglądam przez okno sznur samochodów po jednej i drugiej stronie ulicy. Dziwiłem się na samym początku jak oni parkują te samochody tak jeden za drugim z przerwami pomiędzy nimi na oko około pół metra. Potem wielokrotnie widziałem a i robiłem to samo co inni. Wyglądało to mniej więcej tak.
Podjeżdża kierowca do takiej ‘dziury’ między dwoma pojazdami, ocenia szybko czy jego samochód się zmiesci i rozpoczyna parkowanie tyłem. Przed dojechaniem do samochodu stojącego z tyłu wykonuje szybki skręt kierownicą w lewo popychając  go trochę, dziura się powiększa. Następnie na nacisniętym chamulcu szybki skręt w prawo i do przodu odpychając  samochód stojący przed nim, następnie ‘prostuje kierownicę’ cofa trochę i gotowe. Pojazd idealnie wpasował się do miejsca dziury.
Po ilosci manewrów można było ocenić jak długo dany kierowca przebywa w USA. Im manewrów mniej tym staż pobytowy dłuższy. Inna kwestia to zanik tego szacunku jaki mielismy do samochodu jako przedmiotu wielkiej wartosci i luksusu, który wynieslismy z Polski. Tutaj to nie miało znaczenia. Samochód służył do pracy, był narzędziem jakie po zużyciu wymieniało się na inne nie zmieniając jego przeznaczenia. Po przeprowadzce na ‘mile’ to się zmienia. Zmieniło się i w moim przypadku smamochód służył mi długo i nie był tak odrapany i poobijany jak te w Hamtramck.
Obserwuję zatem te pojazdy i rząd prawie jednakowych brzydkich starych domów doszukując się w nich minionej urody. Ktos kto je projektował miał w tym jakis cel.
Jaki ? Tylko jedna mysl przeleciała mi przez głowę. Każdy człowiek powinien mieć, według projektanta takie samo miejsce do życia. Taki sam dom, taką samą działkę, taki sam samochód. Wszystko to nieodparcie kojarzyło mi się z zasadami i zdobyczami komunizmu  zrealizowanymi w praktyce. Wszyscy jednakowo.

Kuzynka dotrzymała słowa. Przed południem zjawiła się ponownie ze starym aparatem telefonicznym. Podłączając go do gniazdka dumnie oswiadczyła.
- Kupiłam na ‘gradziu’ cztery dolary, działa.
- Otworzyłem ze zdumienia oczy popatrzyłem na żonę nic nie odpowiedziała.
- Wybraliscie cos?
- Zapytała i widząc nieporadnosć postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce.
- Zacznijmy zatem od tego co możesz robić?
- Wszystko, odparłem kompletnie zaskoczony.Wiedziałem, że przyjechałem tu pracować, ciężko pracować. Tam w Polsce za miesiąc przychodzi muraż i musi być wszystko na czas. Pieniądze na wypłatę co tydzień i trochę na cement i ‘zbrojeniówkę’
- Dobrze zatem zobaczmy co tu mamy. Poszukuję pomocnika do pracy przy ‘sajdingu’
- Znów zaskoczenie.
- Idżmy dalej ‘sprzątanie ’ofisu’prosta robota.
- Skomentowała kuzynka i czytała dalej.
- Pomocnika stolarza poszukuję. To może być ciekawa robota zadzwonimy zatem do Zenka, który dał to ogłoszenie.
- Zenek odebrał telefon i szybko umówił się na spotkanie. Po około dwu godzinach Zenek na oko około pięćdziesięcioletni mężczyzna wszedł do domu i tak rozpoczął się mój pierwszy angaż.
- Masz samochód ?
- Nie, dopiero przyjechałem.
- Kiedy?
- Wczoraj.
- Wczoraj?
- Tak.
- Ja robie stolarkę i takie tam różne rzeczy w drzewie u klientów. Mam chłopaka który teraz jest w Polsce a że robota mi się trafiła grubsza to potrzebuję do pracy pomocnika do budowy płotu. Robiłes takie cos?
- Mogę robić wykładałem boazerię, kładłem  schody robiłem stoły stołki i takie różne z drewna.
- Dobra, robotę mam na jakies dwa tygodnie płacę dychę na godzinę. Ustawię cię z Waldkiem on będzie cię rano zabierał do roboty tylko musisz mu płacić za podwiezienie. Dają dwa trzy dolary. Dogadacie się.
- A ile godzin dziennie będzie ta praca?
- Od rana do wieczora,  no tak dziesięć godzin najmniej. Jak będzie deszcz nie płacę.
- Zaznaczył Zenek i już leciał bo się spieszy.
- To od kiedy zaczynam?
Zapytałem niesmiało.
- Od poniedziałku, Waldek zadzwoni do ciebie.
- I tyle go było widać a ja już zaczynałem przeliczać dziesięć godzin razy dziesięć dolarów to daje sto i to razy cztery złote to daje czterysta złoty dziennie. Dolar kosztował w tym czasie w Polsce cztery złote. Wiele razy tak przeliczałem  ‘zielone’ na złotówki i to w każdej sytuacji. Gdy robiłem zakupy w sklepie u Bożka to zawsze porównywałem ceny i przeliczałem na złote. Wybierałem  rzeczy tanie i gorszej jakosci. Ciągle mi było szkoda pieniędzy na wszystko bo tam w Polsce miałem zobowiązania.
Kuzynka zadowolona z siebie powiedziała tylko.
- Czas na zakupy, idziemy.
- Poszlismy.Inny swiat. Szerokie ulice, wielkie samochody a niektóre dziwne jakies. Kupilismy buty do pracy, najtańsze a jakże, skarpety i to wszystko dla mnie resztę przywiozłem ze sobą. W czasie drogi do domu kolejna wielka niespodzianka okazuje się że mamy dla siebie dzisiejsze popołudnie i jutro do trzeciej na czwartą żona musi być w pracy. Szok. Zabiera małą i jedzie około dwacziescia mil od Hamtramck. Tam pracuje u starszego małżeństwa jako opiekunka. Nie mogłem się z tym pogodzić. Jak to, myslałem to po pół roku tylko dwa dni dla siebie?
- Zabieram Anię ze sobą wszystko już załatwione. Musi tak być. Narazie.
- Powiedziała żona a mnie cos odebrało mowę cos tak cisnęło w piersiach.To tak ma to wyglądać? Tak? Nie tak sobie wyobrażałem nasze życie nie tak. Teraz zrozumiałem dlaczego wczesniej mówiła że mamy dwa dni na doprowadzenie mieszkania do stanu używalnosci. Dwa dni. To za mało jak dla mnie.Został jeszcze jeden. A mysl, że znowu czeka nas rozstanie głęboko raniła.


"Kto za młodu nie był buntownikiem, ten na starość będzie świnią"
                                                                            J.Piłsudski

Offline

 

#6 09.04.2011 15:11:08

Zoomboy
Legendarny Mistrz Forum
Od: USA
Zarejestrowany: 07.09.2007
Posty: 13193

Re: Opowiesć emigranta.

Pisz dalej.


That’s all, folks
Przekażmy sobie znak pokoju.
Hasta la vista, Vaya con Dios
Я возвращусь, Ich werde zurück sein, Je reviendrai, Estarei de volta, Θα είμαι πίσω, I červnu se zpět, Leszek vissza, وحقوق عودة

Offline

 

#7 09.06.2011 18:35:43

nowy
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 11.05.2009
Posty: 3860

Re: Opowiesć emigranta.

Wspomnienia emigranta III
Popołudnie minęło na sprzątaniu mieszkania. Wiele razy się zastanawiałem nad tym jak małe dzieci potrafią przystosować się do każdych warunków do każdej nawet tej najgorszej sytuacji życiowej. Ania była jakas obojętna na nasze warunki mieszkaniowe. Zastanawiałem się nad tym dlaczego nic się nie żali, nic nie mówi jak gdyby chciała nam zaoszczędzić dodatkowych przykrosci. A może intuicyjnie wyczuwała, że jest nam ciężko i swoim zachowaniem pokazywała, że jest silna. Sam nie wiem. Kiedy póżniej wielokrotnie wracałem do tego w naszych rozmowach i umiejętnie wypytywałem o tamten okres wzruszała ramionami tak jak by go nie było. To cwaniara, nieraz myslałem o tym krótkim epizodzie. Pewnie wyrzuciła go ze swej pamięci. A może to te nasze rozmowy w których wielokrotnie wspominalismy że o wszystkich złych rzeczach, które przytrafiają się w naszym życiu należy zapominać wpłynęły na naszą Anię ? Tam w Polsce zostawiła swoje miejsce, swój azyl, wszystko. Pokój, zabawki, ulubione książki, biurko, które tak lubiła, oklejone wokół  jej rysunkami. A nade wszystko koleżanki i kolegów mieszkających na naszej ulicy. A była to niezła gromadka urwisów. Już od czasu gdy Ania zaczeła chodzić otaczały ją ‘tłumy’ dzieciaków z sąsiedztwa. W zbudowanej domowym sposobem piaskownicy ciągle od rana do wieczora było gwarno, ogromna ilosć zabawek, dwie tablice, używane w zależnossci od wieku dzieci do rysowania i pisania, ciągle były oblegane. I te niezliczone pudełka kolorowej kredy które kupowałem każdego tygodnia zużywane przez te dzieciaki wskazywały mi drogę wieczorem do domu. Tak tam tętniło małe życie pachnące swierkami posadzonymi w koło pod piękną białą brzozą górującą nad tym placem zabaw na który przeznaczylismy połowę naszego przydomowego ogrodu i często siedząc na tarasie podczas wolnych dni obserwowalismy ten pełen życia i małych indywidualnosci zgiełk. Pamiętam taki przypadek gdy do sąsiada przyjechał kolega, który pracował w pogotowiu ratunkowym. Ambulans postawił na podjeżdzie i wszedł do domu.Na tę chwilę ‘zapuscił’ się do naszej Ani jej najlepszy kolega z ulicy Michał. Dzieciak podszedł do ‘karetki’ i wspinając się na palce próbował zajrzeć do srodka. Obchodził auto z każdej strony lecz piaskowane szyby ze znakami niebieskiego krzyża uniemożliwiały spenetrowanie wnętrza ciekawskiemu dzieciakowi.Pomysły jakie przychodzą dzieciom do głowy są czasami bardzo zaskakujące. Przekonalismy się o tym za moment. Michał pewnym krokiem podszedł do tej naszej piaskownicy gdzie bawiło się kilkoro dzieci i obwiescił wszystkim.
- Kowalska nie żyje. Leży tam w ‘pogotowiu’.
Nasze zdumienie było nie do opisania.
- Cóż on wymysla.
Skwitowała krótko żona tymczasem akcja nabierała tempa.
- Gdzie zapytała najstarsza Patrycja.
- Tam, chodżmy zobaczyć.
Wskazał palcem Michał na stojący samochód.
Z zainteresowaniem przyglądalismy się tej niesamowitej scenie mysląc co wydarzy się dalej. Dzieciaki jak na komendę poderwały się od swych zajęć biegnąc w kierunku ambulansu. Otoczyły samochód z każdej strony zaglądając ciekawie do wnętrza a prym wiódł w tym Michał. Zachęcał każdego do zobaczenia jak to w srodku na noszach leży Kowalska. W pewnym momencie jedno z dzieci zaczeło krzyczeć.
- Widzę! Widzę! Leży tam w srodku.
- Gdzie?
Pytały  z zaciekawieniem inne.
-Tam w srodku na noszach.
- Mówiłem przecież.
Skwitował całą sytuację Michał. A kilkoro dzieci pobiegło do domu poinformować o tym wydarzeniu rodziców. Tymczasem kierowca ambulansu odjechał do sawoich zajęć a w ogródku pojawiła się pani Kowalska. Ubawieni całą sytuacją nie przeczuwalismy co jeszcze się wydarzy. Tymczasem  po jakims czasie dzieci wracały na nasz plac zabaw. A to co się wydarzyło było kolejnym zaskoczeniem tym razem za sprawą kolejnego malucha. Nie pamiętam już z jakich małych ust niespodziewanie dał się słyszeć okrzyk.
- Duch uciekajmy !!
A po tym z piskiem dzieciaki popędziły do swoich domów. Krzycząc duch, duch. No tego było już za wiele zawołałem Anię do domu i wytłumaczylismy jej całą sytuację. Uspokojona znów zajeła miejsce w piaskownicy ale na tym nie koniec. Kilkoro rodziców musiało udać się ze swoimi pociechami i zdementować tę ‘aferę’u żródła. Dopiero po paru dniach wszystko powróciło do normy. Często rozmawialismy o tym potem z sąsiadami a i z samą zainteresowaną. Do tej pory wspominamy tę historię pełną czarnego humoru.Tak dzieci mają pełne głowy pomysłów.

Jak już wspomniałem wczesniej Ania była jakas wyciszona. Kuzynka wspomniała wczesniej, że muszę zrobić amerykańskie prawo jazdy zadzwoniła wieczorem z informacją, że mieszka tu niejaka pani  Aniela Bera.  Aniela mieszka tutaj od blisko czterdziestu lat.  Jej syn Janek pomoże mi uzyskać to prawo jazdy i pomoże też w kupnie samochodu. A wszystko to za drobną opłatą.Kuzynka podała nam numer telefonu do pani Anieli z przykazaniem aby zadzwonić jak najszybciej. Pani Aniela pochodziła z tego samego miasta w którym mieszkałem i ja więc to ‘powinowactwo’ miało wpłynąć na moje pierwsze kroki na amerykańskiej ziemi. Miało być łatwiej, szybciej ,taniej, lepiej.
- Było?
Zapytałem znajomego przeczuwając nieciekawą historię znajomsci z panią Anielą i jej synem. Nie myliłem się mój znajomy zamyslił się na chwilę ważąc cos w myslach.
- Więc?
Ponagliłem po chwili.
- Z tą znajomoscią to było tak. Gdy zadzwoniłem do pani Anieli, przedstawiłem się i zapytałem o możliwosć pomocy to spotkałem się z ciekawym przemówieniem. Mimo, że mnie nie znała przeprowadziła wywód na temat mojego lenistwa, że tu nie ma miejsca na bumelantów i cwaniaków, że powinienem brać przykład z jej syna, wnuków  i kuzynów, którzy są pracowici i jedynie tacy jak oni mogą osiągnąć sukces i do czegos dojsć w Ameryce. Trochę bolało to co mówiła ale moje położenie zmuszało mnie do zacisnięcia zębów, wysłuchania tego monologu skierowanego pod moim adresem. Możesz wiedzieć jak się po tym czułem podle.
Póżniej gdy jeszcze dzwoniłem w jakiejs sprawie do pani Anieli przekonałem się że taką miała metodę poniżania ludzi, którzy mieli jakąs sprawę do niej lub do kogos z jej członków rodziny. Tak więc staneło na tym że podałem jej numer mojego telefonu i miałem czekać na odpowiedż od Janka.Czułem jednak że nie będzie to trwało długo i nie myliłem się. Zadzwonił jeszcze tego samego dnia i umówilismy się na jutro wieczór gdy tylko odwieziemy żonę i Anię. Pracodawcy żony okazali się bardzo przyjemnymi starszymi ludżmi więc chociaż tutaj trochę mi ulżyło, że nie będzie im tutaj żle. Kuzynka odwiozła mnie do domu i zaraz też się zjawił umówiony Janek. Złoty łańcuch na szyji na nim wielki złoty orzeł, to to co się rzucało najbardziej w oczy podczas pierwszego kontaktu z Jankiem. Druga rzecz to niebywała pewnosć siebie i cwaniactwo. Podstarzały playboy to wszystko co można było powiedzieć o Janku. A i było jeszcze cos. Bardzo chciał wszystko wiedzieć i udzielać rad, kierować tobą w każdej sytuacji. Chciał bez przerwy w każdym momencie wpływać a twoje postępowanie, uzależniał od siebie. O takich ludziach często mówią ‘toksyczni’. Wiedziałem, że muszę cos z tym zrobić. Zatelefonowałem do żony i wspólnie uradzilismy że należy wykorzystać tę ‘pomoc’ jaką oferuje, zapłacić i zerwać wszelkie kontakty. Poinformowałem też o wszystkim kuzynkę. Tu spotkałem się z odmienną opinią, że to porządni ludzie i mamy się podporządkować i przyjąć wszystko tak jak jest ponieważ wiedzą lepiej. Nic, żadnego wspólczucia żadnej podpowiedzi same wyrzuty. Tak, to prawda wiedzieli lepiej ale ingerowanie w twoje życie ponad to o co prosisz też ma swoje granice a ja postanowiłem że nie pozwolę na ich przekraczanie nawet za cenę całkowitego zerwania znajomosci.
Staneło na tym że  od jutra idę do pracy na dwa tygodnie. W między czasie gdyby się okazało że będę miał dni wolne Janek pomoże mi przetłumaczyć moje dokumenty potrzebne do uzyskania prawa jazdy. Ma też znajomego który jest bossem w firmie która sprząta sklepy spożywcze i może pomóc załatwić mi tam robotę na noc. Z tą na dzień jest różnie raz jest raz jej nie ma a i klimat latem jest tu nie do zniesienia a co będzie jak przyjdze jesień czy zima. Dodatkowym argumentem było to że w tej firmie pracuje też jego kuzyn. On szepnie co trzeba bossowi i robota będzie cały czas. Nie powiem podobała mi się ta propozycja a utrata pracy i jej poszukiwanie ponownie uważałem za stratę czasu. Tymczasem zapytałem jak można przesłać do Polski tysiąc dolarów które przywiozłem ze sobą. Trzeba je było odesłać na rozpoczętą budowę. Janek znów był nieocenionym żródłem wiedzy. Okazuje się że w pewnym polonijnym biurze pracuje kolejny kuzyn  Anieli i Janka i możemy je przesłac nawet zaraz. Szybko załatwilismy tę sprawę, usługa dla Janka to dziesięć dolarów za podwiezienie do biura. A ja znów przeliczyłem na złote. Dużo biorąc pod uwagę przejazd na drugą przecznicę, ale trudno wydatki też muszą być.
......................................................


"Kto za młodu nie był buntownikiem, ten na starość będzie świnią"
                                                                            J.Piłsudski

Offline

 

#8 09.08.2011 05:07:04

nowy
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 11.05.2009
Posty: 3860

Re: Opowiesć emigranta.

OPOWIESĆ EMIGRANTA IV
Waldek zadzwonił rano w poniedziałek.
- Podaj adres będę za 10-15 minut.
-Podałem i czekam przed domem do tej mojej pierwszej w życiu amerykańskiej roboty.
Podjechał. Młody chłopak tak około 25 lat. Komunikatywny.
- Będziemy razem pracować,  Zenek mówił, że mam cię zabierać do pracy.
Kiwnąłem głową, jedziemy. Duża furgonetka z tyłu pełno różnych narzędzi, kabli, jakies kawałki desek. Pudła, pudełka i pudełeczka z tajemniczą zawartoscią. Wszystko ciekawe takie. Po trzydziestu minutach jestesmy na miejscu, czeka już Zenek.
-Pojedziemy po drzewo a ty kop dołki pod słupki. Tylko nie szeroko. Zobacz ja tu wykopałem jeden tak ma to wyglądać. A tu gdzie wbite w ziemię listewki mają być takie dołki.
Powiedział Zenek wskazując na wąską głęboką na około 70cm dziurę.Pojechali. Kopię tym specjalnym urządzeniem, które wręczył mi Zenek. Muszę przyznać że to jest pomysłowe urządzenie, kopiesz taką dziurę jak chcesz.
Za dwie godziny wracają. Pełno drzewa na ‘troku’. Już wiem co do czego grubsze na słupki szersze poprzeczne na górę i dół wąskie na sztachety. I jeszcze worki. Małe takie papierowe ale ciężkie.
- Co to?
Pytam.
-To gotowy cement z piaskiem, szybkoschnący.
Odpowiada Waldek. To była dla mnie nowosć w Polsce jeszcze tego nie używano. Zenek spieszył się znowu rzucił tylko ‘brać sie do roboty będę póżniej’ i pojechał.
- Z tym płotem to cały cyrk był. Waldek kążdą sztachetę tego płotu mierzył osobno i tak tę czynnosć celebrował, że było to irytujące.  Mówię, słuchaj zrobimy taki szablon na jeden wymiar i utniemy wszystkie te deski.
- Nie tu nie Polska ja tak robiłem i tak będę robił.
Odparł i cóż było począć. Widział chłopak, że mam trochę doswiadczenia więc robił wszystko w obronie swego miejsca pracy. Gdy cos było spartolone zawsze po cichu gdzies na boku meldował do Zenka, że to z mojej winy. Nerwy grały czasem mocno w człowieku gdy słyszałem te jego zaoczne skargi. Nigdy nie powiedział wprost to i to zrobiłes żle, ponieważ to on był przyczyną każdej partaniny i przedłużania w nieskończonosć każdej najprostszej czynnosci. Zenek chyba wyczuł te zabiegi ale się nie wtrącał. Poganiał tylko.  Gdy usłyszałem lub gdy mi zarzucał cos nie tak wtedy mogłem powiedzieć kto co i jak zrobił. Wtedy pierwszy raz zobaczyłem jak człowiek może w perfidny sposób walczyć o pracę. Druga rzecz to opłaty za przejazdy. Zenek powiedział, że dają 2-3 dolary. Pytam więc Waldka po powrocie z pracy pierwszego dnia.
- Ile mam płacić za podwożenie?
- Dziesięć dolarów.
Odparł Waldek.
- Dziesięć a dlaczego tak dużo, Zenek mówił że dają dwa, trzy?
- A bo ja muszę po ciebie specjalnie skręcać z ‘hajłeja’i tracę dużo czasu by cię zabrać do pracy.
Położyłem dychę w pudełku na drobne podziękowałem i to wszystko. Póżniej gdy już miałem samochód i mapę oraz będąc dobrze obeznany z topografią metropolii mogłem zobaczyć te ‘specjalne skręty ‘ o których Waldek mnie przekonywał.
Mieszkając w Warren gdzies na dziesiątej mili do Grosse Pointe Park  Waldek podróżował przez Mound rd. do Hamtramck następnie Mt.Elliott do I-94 po czym Conner St. dojeżdżał do Grosse Pointe Park a tam do miejsca pracy. Płaciłem więc dziesięć dolarów za to że Waldek nadrabiał około cztery mile dziennie. Ale wtedy tłumaczyłem sobie to inaczej że za możliwosć zarobienia stu dolarów muszę zapłacić dziesięć. Było lżej. Nawet Zenek w pewnym momencie gdy się dowiedział o tej opłacie był nieco zniesmaczony. Kilka razy wspomniałem też Waldkowi, że ja tylko do czasu tu pracuję i nie jest moim celem zabrać mu tę robotę. Nie obawiaj się mówiłem mu ja muszę pracować co dziennie nie przyjechałem tu odpoczywać. Nie jestem dla ciebie konkurentem. Trochę się uspokoiło i moglismy dokończyć ten płot w spokoju. Po tym płocie Zenek miał jeszcze drobne prace w garażu jakiegos domu gdzie woda zniszczyła płyty gipsowe. Prosta robota wymiana płyt, gipsowanie i malowanie.  Zenek na koniec tygodnia wołał każdego osobno i pytał ile godzin pracowalismy w minionym tygodniu. Robiłem dokładne zapiski z tąd wiedziałem ile godzin pracowałem każdego dnia. Jeżeli cos nie grało w godzinach Zenek pieklił się i klął co niemiara. Ostatniego dnia mojej pracy u Zenka jak zwykle zawołał mnie pytając.
- Ile było w tym tygodniu godzin pracy?
Wyciągnąłem swój mały notes i ołowek.
- Szesćdziesiąt trzy szefie.
Odparłem.
- OK zawołaj Waldka.
Poczłapałem do garażu i mówię.
-Waldek szef cię woła.
- A o co pytał.
- Ile godzin było roboty w tym tygodniu.
- I co powiedziałes?
- Powiedziałem tyle ile pracowalismy.
- A ile było?
- Nie pisałes?
- Nie.
I tu jakas głupia mysl zaswitała. „Masz okazję się odegrać na koniec” Więc bez zmrużenia okiem wyciągam mój ‘kajet’ i mówię.
- Szesćdziesiąt osiem.
- Dobra idę.
Odpowiedział Waldek a ja za nim z jakims narzędziem i duszą na ramieniu co się za chwilę wydarzy. Waldek staje przed Zenkiem rozmawiają o czyms, rozmawiają i nagle Zenek mówi.
- Koniec tygodnia i koniec roboty, wypłata. Ile tam godzin naliczyłes w tym tygodniu?
Waldek podrapał się po głowie wyciągnął z kieszeni jakies kartki popatrzył i mówi.
- Szesćdziesiąt osiem szefie.
- Co! Ku...a chcesz mnie oszukać na koniec roboty?! Ile razy mnie orżnąłes pacanie jeden?  Ja nie jestem żadna instytucja swiadcząca usługi dla bumelantów i obiboków. Dzisiaj dostajesz za szesćdziesiąt godzin a jak mi się to zdarzy jeszcze raz wywalę na zbity łeb.
- Ale szefie .... .
Próbował oponować Waldek lecz na nic się zdały zapewnienia że nie, że nie on i tym podobne.
- Na drugi raz będziesz uważał i policzysz dobrze.
Zakończył Zenek i wypisał czek na szesćset dolarów dla Waldka.
- A ty chodż no tu co się gapisz.
Zawołał mnie Zenek więc posłusznie podszedłem do niego jak drugi pacan chodż nie przyzwyczajony do takiego traktowania. Tak w Polsce to ja byłem szefem i ja najmowałem i płaciłem ludziom. Tylko odbywało się to w innej bardziej kulturalnej atmosferze. Gdy ktos nie chciał pracować płaciłem za już, nawet jak było dwie trzy godziny i mówiłem przyjdż jutro jak chcesz lub nie mam dla ciebie pracy. Ale gdy ktos pracował uczciwie dostawał co zarobił a nawet i więcej. Nie spotkałem się z takimi wypowiedziami i traktowaniem nigdy i sam tego typu zachowań nie uważałem za odpowiednią formę kontaktu międzyludzkiego. Świadczyło to tylko o małej kulturze osobistej Zenka.
- Masz tu czterysta trzydziesci dolarów cash a pozostałe dwiescie zapłacę ci następnym razem ale już musisz mieć samochód żeby dojechać na robote.
Kurcze myslę sobie chce mnie oszukać na dwie setki. Co robić.
- Szefie ja nie wiem kiedy będę miał ten samochód ja jeszcze nie mam nawet prawa jazdy niech pan wypłaci wszystko bo być może się nie spotkamy już więcej.
- Ale nie mam tyle przy sobie. Podjadę kiedys do ciebie i ci wypłacę resztę.
Skwitował Zenek i już wsiadał do samochodu bo mu się spieszy.
- Szefie pracowałem uczciwie niech szef uczciwie wypłaci dzisiaj. Nie ma gotówki wezmę czek. Tak niech szef napisze czek.
Zakończyłem.
- Czek? A po co ci czek? Nie masz przecież konta w banku, nie masz prawa jazdy  jak go zamienisz? Co zrobisz z czekiem?
- Otworzę konto i zamienię.
Zmiąkł. Widać było że nie ma już więcej argumentów, wyciągnął książeczkę czekową i napisał brakującą kwotę dwustu dolarów. Dając mi go powiedział.
- Tylko zrealizuj w następnym tygodniu bo potem może nie być pieniędzy na koncie.
- Dobrze dziękuje.
Odparłem chowając czek razem z gotówką. Nie było nawet normalnego czesć do widzenia, dziękuję czy cos w tym rodzaju. Zenek wsiadł do samochodu trzasnął drzwiami i odjechał z narzędziami i resztkami materiałów które kazał załadować na swojego troka.
Powrót do domu też nie przebiegał w miłej atmosferze. Waldek nie pytał o nic ja nic nie tłumaczyłem. Zdał sobie chyba sprawę z tego że go wystwiłem ale należało mu się za te intrygi w ciągu ostatnich dni. Byłem mu winien za dzień wczorajszy i dzisiejszy za podwiezienie. Gdy zajechał pod dom powiedziałem.
- Słuchaj Waldek płaciłem ci codziennie po dziesięć dolarów przez prawie trzy tygodnie normalnie dają za to dwa dolary więc wczoraj i dzis uważam za zapłacone.
- Co? Jak to ! Zapłacone? Dawaj dwadziescia baksów oszuscie.
Krzyczał  Waldek.
- Nie dam a oszukiwałes mnie ty!
Zabrałem swoje rzeczy i wysiadłem z samochodu. Czułem się jak ostatni kretyn przyzwyczajony do uczciwosci we współżyciu z ludżmi trochę bolało to co zrobiłem. Waldek tymczasem wsciekał się rzucając czyms w samochodzie i drąc się wyzywał mnie od najgorszych. Zrobiłem kilka kroków do domu i już pożałowałem tego co zrobiłem. Mysli kłębiły się puls rozwalał czoło.Wróć i oddaj mu te pieniądze podpowiadało sumienie a w drugie ucho cos szeptało nie i tak już mu nadpłaciłes. Sięgnąłem ręką do kieszeni i już miałem rzucić mu te dwudziestkę ale w tym czasie Waldek ruszył z piskiem opon i odjechał. Ulga. Nerwy puszczały powoli. Tak zakończyła się moja przygoda z moją pierwszą robotą na amerykańskiej ziemi.


"Kto za młodu nie był buntownikiem, ten na starość będzie świnią"
                                                                            J.Piłsudski

Offline

 

#9 09.08.2011 11:04:05

madmax
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 03.09.2007
Posty: 4409

Re: Opowiesć emigranta.

material na ksiazke , dzieki


"Największą chlubą nie jest to, aby nigdy się nie potknąć, ale to, aby po każdym upadku dźwignąć się i stanąć na nogi."

Offline

 

#10 09.08.2011 19:51:02

nowy
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 11.05.2009
Posty: 3860

Re: Opowiesć emigranta.

madmax napisał:

material na ksiazke , dzieki

Nie będzie książki Max.
Jeżeli będzie zainteresowanie to jeszcze kilka "opowiesci" i będzie koniec, który nawiąże do tej histori opisanej w Tygodniku Polskim.
A wszystkim czytelnikom dziękuję w imieniu 'emigranta'


"Kto za młodu nie był buntownikiem, ten na starość będzie świnią"
                                                                            J.Piłsudski

Offline

 

#11 09.09.2011 21:15:17

nowy
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 11.05.2009
Posty: 3860

Re: Opowiesć emigranta.

OPOWIEŚĆ EMIGRANTA V
Kolejną niedzielę spędziłem z moją rodziną i chociaż dzwoniłem codziennie w ubiegłym tygodniu to jednak nie to co bezposredni, bliski kontakt. Były lody i pizza, którą tak lubiła Ania. Czas mija jednak szybko a te chwile razem są tak dużym bodżcem i dają wiele sił do przetrwania w następnym okresie bycia osobno. To własnie wtedy postanowiłem, że muszę stworzyć nam wspólny dom. My moglismy zrozumieć tę sytuację jaka się wytworzyła i traktowalismy to jako pewien etap do czegos lepszego w przyszłosci ale jak wytłumaczyć to dziecku, które jest w takim wieku gdzie wymagana jest pełna zjednoczona rodzina. Wartosci te rzutują podobno na całe życie tym bardziej bolała ta rozłąka.  Do bliskich podwiozła mnie rano i zabrała wieczorem kuzynka.
 
Po powrocie zadzwoniłem do Janka. Przyjechał rano.
- Pierwsza sprawa to przetłumaczyć  na angielski twoje polskie ‘papiery’. Musimy jechać do notariusza.
Powiedział i pojechalismy. Pierwszym tłumaczem moich dokumentów był Mirpol.
Wtedy poznałem Mirka u którego w póżniejszym okresie byłem częstym klientem. Potwierdzałem tam wiele różnych dokumentów, oswiadczeń, pozwoleń i upoważnień w związku z prowadzoną w Polsce budową. Zawsze mogłem liczyć na radę i podpowiedż ze strony Mirka. Jego doswiadczenie i rady były dla mnie  bardzo pomocne w tamtym okresie przystosowania się do nowego życia. Nie odmawiał nigdy pomocy i nie interesował się zbytnio trescią dokumentów które poswiadczał w przeciwieństwie do innych tłumaczy i biur gdzie wnikliwosć była aż nadto wscibska a czytanie twoich osobistych dokumentów w biurze w obecnosci czekających klientów żenujące. Wiele z nich powinno zostać tajemnicą pomiędzy klientem a tym który poswiadcza, niestety stają się tajemnicą ale publiczną. A odczytywanie w obecnosci innych adresów, dat urodzin, kont bankowych czy wreszcie tresci różnych bardzo osobistych dokumentów swiadczy o wielkiej ignorancji, braku taktu czy wręcz cwaniactwa ze strony pracowników zatrudnionych w tych biurach. Nie powinnismy się nigdy na to godzić to jest zwykłe chamstwo. Praktyki takie do obecnego dnia są stosowane w pewnym ‘polskim byznesie’ w Troy gdzie sympatyczna blondynka robi sobie niezłe jaja z klientów, lekceważąc ich oraz to co mają do załatwienia w tym biurze a do szefa tego interesu za żadne skarby nie można się dodzwonić i porozmawiać o ukróceniu tych ochydnych praktyk. Pozostawiłem swój numer telefonu prosząc o kontakt własciciela niestety odpowiedzi nie było żadnej mimo tego iż mówiłem, że sprawa jest poważna i proszę o rozmowę. Odpowiedzi  nie było nigdy. A panienka ta przejawia tak daleko posunięty brak szacunku, że czasami aż trudno w to uwierzyć, że dzieje się to tu i teraz. Czasem myslę że jest to możliwe tylko wsród Polaków. Postanowiłem już w przyszłosci nigdy nie korzystać z usług tej firmy w żadnej formie i będę uczulał na to innych. Wymagamy więcej szacunku bez względu na statut wykształcenie, pozycje społeczną czy przynależnosć etniczną.
- Czy można cos poradzić, czy można zmienić to o czym mówisz?
Zapytałem znajomego.
- Tak myslałem o tym, nie korzystać z tych wątpliwych usług. Ale  mam też dwie propozycje. Jedna dla klientów druga dla Uni Kredytowej.
- A mogę wiedzieć jakie ?
- Tak, pierwsza to taka z jakiej ja korzystam obecnie. Otworzyłem konto w banku który nosi nazwę Charter One i tam korzystam za darmo z usług notariusza w sposób kulturalny. Nikt o nic nie pyta, bez stresu i poniżenia jaki proponuje byznes polski. Każdy kto otworzy tam konto ma możliwosć korzystać z bezpłatnych usług pracującego tam notariusza.
- A druga propozycja?
- Druga to skorzystanie z tego przykładu przez Unię Kredytową gdzie w cztery oczy w sposób który nie naraża przyszłego klienta na ujawnianie publiczne swoich osobistych tajemnic możesz poswiadczyć swoje dokumenty przez odpowiednio przygotowaną do tego osobę.
- Tak to dobre pomysły i cenne informacje dla przyszłych klientów. Może Unia Kredytowa skorzysta z tego pomysłu i ogłosi to w swoich mediach?
- Tak to prawda.  Dobrze by też było gdyby przeczytał to własciciel tego byznesu w Troy  i wpłynął na zachowanie blondynki by się nam nie kojarzyła z blondynką.

- Może powróćmy do tematu. Wspomniałes o Mirpolu i tłumaczeniu dokumentów.
- Tak jak wspomniałem Mirpol był pierwszym tłumaczem moich dokumentów. Pytam więc Janka.
-Ile kosztuje takie tłumaczenie?
- Dziesięć dolarów.
Odpowiedział Janek a ja przyszykowałem dychę. Mirek oczywiscie przetłumaczył i podpisał te dokumenty ale od razu powiedział tak.
- Podpisałem ci to ale w Secretary of State honorują tylko tłumaczenia z „Krakowiaka”
- Zobaczymy.
Wtrącił Janek a ja położyłem dychę na biurku.
- Co ty nie wezmę żadnych pieniędzy, mówiłem już nic z tego. A za podpis to biorę jednego dolara.
Podziękowałem zabrałem do teczki wszystkie ‘papiery’ i pojechalismy złożyć je w celu wyrobienia prawa jazdy. Tam jednak jak wspomniał Mirek zostały one odrzucone. Janek był wyjątkowo zdziwiony. Jego następna propozycja to drugie polskie biuro. Tam tłumaczenie, opłata pięć dolarów i znów do Secretary of State ale tym razem pod innym adresem. Nie pamiętam dokładnie gdzie ale myslę że gdzies w Warren i znów to samo. Tam jednak dostałem do ręki kopię biur notarialnych i notariuszy na terenie Michigan, które są honorowane w Secretary of State.
- Jedziemy jeszcze w jedno miejsce.
Oswiadczył Janek.
- Czy jedziemy do kogos z tej listy?
Zaptałem niesmiało.
- Nie. Mam jeszcze jednego notariusza.
Odpowiedział Janek tymczasem ja znalazłem na tej liscie nazwę „Krakowiak”
- Możemy jechać do Krakowiaka, jest na tej liscie.
- Tak ale tam kosztuje pięćdziesiąt dolarów tłumaczenie i podpis.
- Jedżmy tam, chcę mieć już to za sobą.
Po godzinie miałem już przyjęte i złożone wszystkie dokumenty w Secretary of State. Po następnej byłem już po testach. Jazdę z instruktorem miałem drugiego dnia za jakąs drobną opłatę. Zdjęcie i pozwolenie na jazdę do czasu aż ‘plastik’ przyjdzie na podany adres zamieszkania. Wszystko bardzo szybko i bardzo to było dla mnie zaskakujące jak prosto i profesjonalnie, oszczędzając czas klienta działa ten urząd. Koszty to około sto czterdziesci dolarów.
A  byłbym zapomniał zapłata dla Janka za pomoc i podwiezienie dwiescie dolarów. I pomysleć, że to wszystko mogłem załatwić na piechotę w ciągu jednego dnia.
Janek po kilku dniach wiedząc, że nie pracuje zabrał mnie na kawę do jego mamy Anieli. Gdy już tam bylismy na pytanie, jak nam poszło z prawem jazdy tak wytłumaczył swoją rolę w całej sprawie.
- Mamo chciałem mu trochę kasy zaoszczędzić.
Zaoszczędził nie powiem aż mi się w żołądku ‘przewróciło’ i czasu i pieniędzy.
Aniela tymczasem znów roztoczyła przedemną jacy to jej kuzyni, wnukowie, cała rodzina i oczywiscie na pierwszym miejscu syn Janek są uczciwi, pracowici i pomagają innym ludziom bezinteresownie i w każdej sytuacji. Reszta to nieroby, obiboki i lenie z tobą na czele spuentowała Aniela. Zadzwoniła też do kuzynki i powtórzyła słowo w słowo całą rozmowę
- I nie widzę dla ciebie miejsca w Ameryce.
Zakończyła Aniela.  Znów się ‘przewróciło i ulało’ ale zniosłem to z myslą, że jak tylko dostanę tę robotę przy sprzątaniu sklepów za wstawiennictwem Janka oraz kupię przy jego pomocy mój pierwszy samochód który mielismy obejrzyć w następnym tygodniu to na tym zakończę ten kontakt. Gdybym wiedział wczesniej, że mogę sam zadzwonić i poprosić o tę pracę to byłby koniec mojej znajomosci. Ogłoszenie ukazało się w Tygodniku Polskim, który kupowałem każdego tygodnia w markecie u Bożka.


"Kto za młodu nie był buntownikiem, ten na starość będzie świnią"
                                                                            J.Piłsudski

Offline

 

#12 09.10.2011 11:32:51

Look761
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 04.27.2008
Posty: 2856

Re: Opowiesć emigranta.

nowy
pisz dalej my a takze "podgladacze" czytaja.
Takze drugi watek o Smurf.....  .
Walcze dzis z komputerem nie slucha mnie (chyba go puszcze na przemial)


"Czy świat bardzo się zmieni , gdy z młodych gniewnych wyrosną starzy , wkurwieni"
                                                                                                               
                                                                                                       Jonasz Kofta

Offline

 

#13 09.10.2011 11:37:16

Look761
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 04.27.2008
Posty: 2856

Re: Opowiesć emigranta.

Przepraszam tak myslalem ze gdzies zawalilem
"SMERF" glowny bohater.


"Czy świat bardzo się zmieni , gdy z młodych gniewnych wyrosną starzy , wkurwieni"
                                                                                                               
                                                                                                       Jonasz Kofta

Offline

 

#14 09.11.2011 10:15:26

Zoomboy
Legendarny Mistrz Forum
Od: USA
Zarejestrowany: 07.09.2007
Posty: 13193

Re: Opowiesć emigranta.

Ciekawie piszesz Nowy. Wiele z tych spraw pamiętam ze swoich początków...
Myślę, że jeśli byś zdecydował się na książkę, byłaby "bestsellerem" smile

Aniela z jakichś powodów przypomina mi jako żywo naszego niegdysiejszego asa forumowego, MI2L8...
On też nie widział żadnej przyszłości dla nas, tych którzy przyjechali następnym pociągiem. smile
Nie potrafiliśmy zglebić lub zrozumieć systemu i wartości tego kraju, które on pojął dość szybko z "piwnicznej izby".
A teraz, za kilka ochłapów rzuconych mu przez "dziedzica radiowego" udowadnia jeszcze raz, ze wszystko ma swoja cenę wink

Jedno zdanie z powyższej opowieści wznieciło pożogę mojego zainteresowania...

- Tak to dobre pomysły i cenne informacje dla przyszłych klientów. Może Unia Kredytowa skorzysta z tego pomysłu i ogłosi to w swoich mediach?

To już wtedy był znany fakt, że unia ma swoje media ???

Dlaczego to zainteresowanie, zapytacie?

Ano dlatego, że jeśli ogłaszasz bankructwo to musisz podać pełna i PRAWDZIWĄ listę swoich dochodów...


That’s all, folks
Przekażmy sobie znak pokoju.
Hasta la vista, Vaya con Dios
Я возвращусь, Ich werde zurück sein, Je reviendrai, Estarei de volta, Θα είμαι πίσω, I červnu se zpět, Leszek vissza, وحقوق عودة

Offline

 

#15 02.28.2012 07:14:33

madmax
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 03.09.2007
Posty: 4409

Re: Opowiesć emigranta.

Nowy  , czy bedzie VI czesc ?


"Największą chlubą nie jest to, aby nigdy się nie potknąć, ale to, aby po każdym upadku dźwignąć się i stanąć na nogi."

Offline

 

#16 02.28.2012 15:02:45

nowy
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 11.05.2009
Posty: 3860

Re: Opowiesć emigranta.

Pomysle, ale nie teraz Max smile


"Kto za młodu nie był buntownikiem, ten na starość będzie świnią"
                                                                            J.Piłsudski

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson
wygląd forum i administracja techniczna Bartłomiej Kozielski
kontakt z właścicielem i administratorem strony forumdetroit@gmail.com