Ogłoszenie

Dear Friends,

It is with a heavy heart that we have decided to retire our beloved Forum Detroit. It has served the Polonia Detroit for over 10 years, and was a source of joy for many. However, after many months of inactivity, the time has come to bid it farewell.

Deepest and warmest thanks to all those who contributed to Forum discussions over the years, either by sharing their thoughts or reading those of others. Your presence and participation served as a building block of this online polish community.

Forum Detroit

#51 01.18.2014 10:32:34

nowy
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 11.05.2009
Posty: 3860

Re: Wiktor

SKLEP
Nie było łatwo znaleźć czas i siły w czasie zmagań ze zdrowiem Jakuba na to by w krótkim czasie zrealizować swoje plany w sprawie rodzinnego grobu. Józefa pracowała jeszcze w sklepie spożywczym. Był to mały tak zwany kiosk z zasuwanymi na noc wykonanymi z drewna płytami zamykanymi na rogu na dużą kłódkę. Płyty wsuwało się na zewnątrz od przodu po specjalnych metalowych prowadnicach.W ten sposób cała wystawa została zamknięta. Ostatnia zakończona była specjalnym metalowym kółkiem. Następnie jedną płytę mającą takie samo kółko wsuwała Józefa z boku po takich samych szynach. Całość zamykało się na jedną dużą kłódkę, która spinała narożne płyty.  Kiosk Józefy miał dwa pomieszczenia. Główne pomieszczenie gdzie były za szybą wyeksponowane wszystkie towary i zaplecze gdzie przechowywała nadmiary na drewnianych półkach. Swoje miejsce miały tam mąki kasze i cukry a także papier pakowy szary i biały do pakowania wędlin i ryb. Były tam też papierowe torby i zapasowe białe fartuchy z nadrukiem WSS jakich Józefa używała w trakcie swojej pracy. Kiosk Józefy zawsze lśnił czystością i był dawany za przykład gdyż nigdy nie było uwag dotyczących sprzedaży, czystości czy też niedoboru towarów czy pieniędzy za sprzedane towary. Coroczne remanenty nigdy nie przyniosły manka tak częstego w innych tego typu placówkach PSS-u w mieście. A przed kioskiem po każdym dniu pracy Józefa również robiła porządki. Zawsze było tam czysto a zimą śnieg nie zalegał przed sklepem. Wychodziła z domu o piątej rano bez względu na porę roku. O piątej trzydzieści przyjeżdżał samochód z piekarni ze świeżym pachnącym pieczywem. Dwa trzy kosze pszennego z chrupiącą skórką, gorącego chleba,  jeden kosz samych bułek i drugi wypełniony w połowie pięknymi maślanymi słodkimi rogalami w drugiej zaś bułkami wrocławskimi oraz dla specjalnych amatorów kilkanaście słodkich drożdżowych chałek ze smaczną słodką kruszonką na wierzchu. Następnie po pieczywie Józefa przyjmowała towar z mleczarni. Biały ser twarogowy, masło, śmietanę i mleko. Kolejnym dostawcą była masarnia a jej wyroby w pełni wypełniały zapachem ‘królestwo’ Józefy. Raz w tygodniu zamawiała świeże pachnące wędzone makrele i szproty, które zapakowane pięknie w drewnianych wyłożonych białym papierem pergaminowym, pachnących drzewem skrzynkach, dumnie świeciły swoim złotym blaskiem na wystawie sklepowej. Stały na tej wystawie obok chrupiącego chleba i bułek. Z tej to wystawy prosto zapakowane w biały papier trafiały do toreb klientów razem ze świeżymi bułkami i masłem. Nie było nic na świecie lepszego niż posmarowana masłem bułka a na niej kawałek wędzonej świeżej ryby. To tu, za ladą, spędziła wśród swoich wiernych klientów całe swoje życie Józefa Prawicka, żona Jakuba. Sklep to to co kochała od najmłodszych lat. Za ladą rodziła dzieci, chorowała, płakała i cieszyła się na zmianę, przeżywała rozterki i radości. Za ladą przeleciało kilkadziesiąt lat jej życia. Nawet gdy Jakub nagle zachorował była za ladą. Ta praca jednak przysporzyła jej wiele znajomości. Wśród jej klientów byli różni ludzie. Jednym z nich był Kazimierz Wróblewski znany wszystkim wytwórca cmentarnych pomników i płyt nagrobnych. To właśnie do niego zwróciła się Józefa o pomoc w znalezieniu odpowiedniego miejsca na rodzinny grobowiec.Wróblewski nadawał się do tego najlepiej. Wykonywanie grobowców i pomników na tutejszym cmentarzu to tylko część tego czym trudnił się Antoni Wróblewski.


"Kto za młodu nie był buntownikiem, ten na starość będzie świnią"
                                                                            J.Piłsudski

Offline

 

#52 01.20.2014 06:56:52

nowy
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 11.05.2009
Posty: 3860

Re: Wiktor

NOCNA WIZYTA

Gdy dowiedziała się, że będzie w mieście zorganizowane getto i że musi się wynieść do wyodrębnionej specjalnej dzielnicy tylko dla Żydów wiedziała, że nadszedł już najwyższy czas na ucieczkę. Z ulic Zatylnej, Szerokiej i Wąskiej tam gdzie mieszkało najwięcej Żydów wysiedlono nieliczne rodziny polskie a ulice zamknięto, stawiając na wjazdach parkany. Żydom wstęp do innych ulic oraz wychodzenie poza miasto był zabroniony a każde złamanie tego przepisu karano śmiercią przez rozstrzelanie. Specjalnym Rozporządzeniem wprowadzono oznakowanie sklepów należących do Żydów. Miała to być namalowana w widocznym miejscu białą farbą gwiazda Dawida. Kolejnym rozporządzeniem ‘oznakowano’ wszystkich żydowskich mieszkańców miasta, którzy ukończyli dziesiąty rok życia. Od tej pory mieli nosić białe opaski z gwiazdą Dawida na prawej ręce. Rozporządzenie określało dokładnie rozmiary tej opaski oraz kary jakie grożą za niestosowanie się do tego ‘nowego prawa’ jakie miało obowiązywać wyłącznie mieszkańców miasta oraz przyjezdnych narodowości żydowskiej. Podpisał to rozporządzenie Generalny Gubernator Hans Frank. 
Do tej pory łudziła się, że jakoś to będzie, że wróci wszystko do normy. Miała nadzieję, taką samą  jak  połowa mieszkańców miasta, że może okupanci odejdą i życie zacznie się na nowo stabilizować, że chociaż nie będą im przeszkadzać żyć. Nie przyjmowała do wiadomości żadnych ostrzeżeń. Nie dopuszczała złych wiadomości, które docierały różnymi drogami do mieszkańców miasta. Wiadomości, które ostrzegały, krzyczały, nawoływały do działania do ucieczki, oporu. Wiadomości, które porażały bestialstwem, które było tak niesamowite, że aż nie do uwierzenia. Nawet rozporządzenie o znakowaniu żydowskich sklepów wszyscy tłumaczyli sobie jako tymczasowe. Nawet wtedy gdy do miasta zwożono Żydów z Czech, Moraw i Węgier, niektórzy tłumaczyli to przesiedleniem na nowe  i nawet piękniejsze tereny. Nadzieja umiera ostatnia ale w tym wypadku nie zdawali sobie sprawy z jaką bestią przyjdzie im się zmierzyć oraz jaka jest krwawa i żarłoczna.


- Józiu, otwórzcie to ja.
Powiedziała cicho. Okno uchylił Jakub i zapytał.
- Kto tam?
- To ja Eva. Otwórzcie proszę
Powtórzyła cicho.
Męski głos odpowiedział z niedowierzaniem.
- To ty, tutaj? Poczekaj zapalę światło.
- Nie , nie. Nie palcie.
Poprosiła cicho.
Zamek zgrzytnął głośno w otwieranych drzwiach wejściowych.
- Wchodź szybko.
Powiedział  Jakub, a gdy zamknął drzwi oboje otuliła bezpieczna ciemność.
Co ty tu robisz Eva?
Zapytał cicho gdy z ciemnej sieni przechodzili do kuchni. Józia postawiła na stole zapaloną świeczkę i wpatrywała się teraz z niedowierzaniem w tę dumną i piękną kobietę, która teraz skurczyła się w sobie pod naporem napięć i przeżyć jakich doświadczała w ostatnim czasie każdego dnia.
- Ty wiesz Jakub, że my jesteśmy jak rodzina.
Zaczęła nieśmiało Eva a mężczyzna przytaknął szybko głową.
- Ty wiesz, że twojego brata kochałam i on mnie też i że wojna przeszkodziła nam założyć rodzinę.
- Wiem, wiem o tym Eva.
Odpowiedział Jakub i spojrzał na żonę. Ta też pokiwała głową i odpowiedziała.
- My zawsze szanowaliśmy ciebie Eva i wyboru jakiego dokonał Janek. Ale przyszła wojna i wszystko, jak wiesz, się zmieniło.
To ostatnie zdanie wypowiedziała cicho nie chcąc ranić tej doświadczonej życiem choć jeszcze tak młodej kobiety.
- Ja od lat jak wiesz pracowałam w sklepie u Bauma i dobrze wiesz, że mimo odrębności  ja wszystkich traktuję jednakowo i z szacunkiem.
- Wiem Józiu.
Szybko wtrąciła Eva.
- Przyszłam tu do was aby się z wami pojednać i pogodzić. Zapomnieć co było być może się już nie zobaczymy nigdy. Ja teraz muszę uciekać z tego miasta, ponieważ już w niedługim czasie nie zostanie tu ani jeden Żyd. Wszystkich zabiją.
Ostatnie słowa wypowiedziała z takim naciskiem i trwogą w głosie, że wszyscy poczuli się nieswojo.
- Co ty opowiadasz Eva.
Zakrzyknął Jakub w odpowiedzi.
- Jak to zabiją??
- Wieści jakie docierają do nas z innych miast są przerażające.
Odpowiedziała szybko Eva.
- Niemcy mówią, że wszyscy pojadą na wschód i tam zostaną osiedleni.
Powiedział Jakub.
- Nie wierzcie im, nie wierzcie tej propagandzie.
- Ale przecież już zaczęli do nas zwozić Żydów z Czech i Moraw.
Wtrąciła Józia.
- Ja nie wiem dlaczego oni to robią ale na pewno nie po to by osiedlić tych Żydów gdzieś na wschodzie. Nie wierzcie temu proszę. Ja też nie wierzyłam, miałam nadzieję ale nie pozostało z tego już nic.


"Kto za młodu nie był buntownikiem, ten na starość będzie świnią"
                                                                            J.Piłsudski

Offline

 

#53 01.21.2014 11:50:39

Look761
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 04.27.2008
Posty: 2856

Re: Wiktor

Nowy
I co dalej czekamy na tą ciekawą historię ......smile


"Czy świat bardzo się zmieni , gdy z młodych gniewnych wyrosną starzy , wkurwieni"
                                                                                                               
                                                                                                       Jonasz Kofta

Offline

 

#54 01.21.2014 12:02:11

nowy
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 11.05.2009
Posty: 3860

Re: Wiktor

Look761 napisał:

Nowy
I co dalej czekamy na tą ciekawą historię ......smile

Zastanawiam się. smile Proszę o cierpliwość to 'idzie na bieżąco' i  musi być przemyślane.
Pozdro.


"Kto za młodu nie był buntownikiem, ten na starość będzie świnią"
                                                                            J.Piłsudski

Offline

 

#55 01.21.2014 14:07:17

JCP
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 04.13.2009
Posty: 3520

Re: Wiktor

A ja musze co pewien czas wracac do poprzednich czesci, zeby nie pogubic sie w tzw. koligacjach. Nowy, masz talent! Wiem o tym od dawna, ale co chwile sobie uswiadamiam ile pracy, pomyslow i tworczosci wlozyles "miedzy wiersze" i ile radosci, ciekawosci, humoru, a czasami wrecz gromkiego smiechu dostarczasz forumowiczom i nie tylko.

Offline

 

#56 01.21.2014 14:37:40

nowy
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 11.05.2009
Posty: 3860

Re: Wiktor

JCP
     smile x smile


"Kto za młodu nie był buntownikiem, ten na starość będzie świnią"
                                                                            J.Piłsudski

Offline

 

#57 01.21.2014 16:06:58

ak
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 03.01.2007
Posty: 3134
Serwis

Re: Wiktor

Dzięki Bogu, że swojego daru nie marnuje. W końcu dostał go za free smile


"Friends are flowers in the garden of life"

Offline

 

#58 01.21.2014 16:48:18

JCP
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 04.13.2009
Posty: 3520

Re: Wiktor

Cala przyjemnosc po mojej stronie.

Offline

 

#59 01.21.2014 22:53:02

Zoomboy
Legendarny Mistrz Forum
Od: USA
Zarejestrowany: 07.09.2007
Posty: 13193

Re: Wiktor

Polecam jarzębiaczek smile


That’s all, folks
Przekażmy sobie znak pokoju.
Hasta la vista, Vaya con Dios
Я возвращусь, Ich werde zurück sein, Je reviendrai, Estarei de volta, Θα είμαι πίσω, I červnu se zpět, Leszek vissza, وحقوق عودة

Offline

 

#60 01.21.2014 23:09:53

nowy
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 11.05.2009
Posty: 3860

Re: Wiktor

Wróblewski.
W miasteczku nie było takiego, który znał lepiej cmentarz od Antoniego Wróblewskiego. Gdy ktoś po latach nieobecności wracał do swego rodzinnego miasteczka i gdy chciał odszukać groby swoich bliskich krewnych, przyjaciół czy znajomych zawsze docierał w końcu w swoich poszukiwaniach do Wróblewskiego. On to bezbłędnie wskazywał miejsce pochówku zmarłego, nawet jeżeli grób został zapomniany przez rodzinę i nie był oznaczony. Czasem po takich odwiedzinach stare od lat zaniedbane i zarośnięte groby odzyskiwały swoją ważność i  ‘świeżość’. Można powiedzieć, że zyskiwały ‘nowe życie’ odkryte na nowo po latach czekania.  Ten rodzinny interes Wróblewski przejął po swoim ojcu a tamten ponoć po swoim. Jedno jest pewne taki człowiek jak Wróblewski potrzebny był każdemu i tylko czas decydował kiedy przychodzi jego pora. Jedni szukali pomocy u niego za życia innym udzielał jej po śmierci. Znał wiele tajemnic i tajemniczych pochówków i niechętnie się dzielił z innymi  tym o czym należało w obecnej chwili zapomnieć. Niektórzy twierdzili, że od lat rodzina Wróblewskich tajną księgę cmentarza prowadzi a w niej cmentarz  jest podzielony na sektory i każdy grób i pochówek jest zaznaczony z datą i nazwiskiem. Podobno było w tej księdze też sporo bezimiennych grobów, o których tylko Wróblewscy wiedzieli. Bez nazwisk, bez krzyża czy jakiejkolwiek tabliczki lub znaku. Taki pochówek i tajemniczy grobowiec widniał tylko na ‘planie’ w księdze cmentarza Wróblewskiego z krótkim opisem dotyczącym zmarłego. Złośliwi twierdzili, że Wróblewski musi z tej swojej tajemnej wiedzy niezłe zyski czerpać, a ci którzy odwiedzając groby swoich bliskich nagle zauważali obok świeży grobowiec, na którym widniała data śmierci z przed lat  jeszcze bardziej utwierdzali się w przekonaniu o tajemniczej działalności Wróblewskiego. Pytany nie raz wprost o nagle powstały grobowiec zawsze miał jasną i prostą odpowiedź. Raz mówił o tym iż ten grobowiec był  tam od lat a teraz ktoś z rodziny lub krewnych wrócił i miejsce pochówku odnowił. Innym razem wspominał coś o  przenosinach z innego miejsca cmentarza gdzie drzewo rozrastając się uszkodziło korzeniami grobowiec. Ale najbardziej zamykały ludziom usta odpowiedzi, że to z polecenia księdza Proboszcza ten grobowiec ma tutaj swoje miejsce. Tak czy inaczej nie było lepszego ‘eksperta’ w tych sprawach od Wróblewskiego i co by ludzie nie mówili i tak każdy wielki szacunek miał do niego za tę jego małomówność o śmierci innych.


"Kto za młodu nie był buntownikiem, ten na starość będzie świnią"
                                                                            J.Piłsudski

Offline

 

#61 01.22.2014 18:08:48

JCP
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 04.13.2009
Posty: 3520

Re: Wiktor

Nowy, czy Wroblewski byl moze z Gizycka (Warmia i Mazury)? Tak tylko pytam, bo wypisz wymaluj pasuje do mojego sasiada. Ulica po wojnie nazywala sie Swierczewskiego. Tylko taka mala dygresja.

Offline

 

#62 01.22.2014 19:53:20

nowy
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 11.05.2009
Posty: 3860

Re: Wiktor

JCP napisał:

Nowy, czy Wroblewski byl moze z Gizycka (Warmia i Mazury)? Tak tylko pytam, bo wypisz wymaluj pasuje do mojego sasiada. Ulica po wojnie nazywala sie Swierczewskiego. Tylko taka mala dygresja.

Żartujesz? smile


"Kto za młodu nie był buntownikiem, ten na starość będzie świnią"
                                                                            J.Piłsudski

Offline

 

#63 01.22.2014 22:53:57

Zoomboy
Legendarny Mistrz Forum
Od: USA
Zarejestrowany: 07.09.2007
Posty: 13193

Re: Wiktor

A ja znalem listonosza o nazwisku Wróblewski. smile
Pił i gubił listy sad
Raz nawet rower służbowy przepił.


That’s all, folks
Przekażmy sobie znak pokoju.
Hasta la vista, Vaya con Dios
Я возвращусь, Ich werde zurück sein, Je reviendrai, Estarei de volta, Θα είμαι πίσω, I červnu se zpět, Leszek vissza, وحقوق عودة

Offline

 

#64 01.23.2014 20:58:44

nowy
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 11.05.2009
Posty: 3860

Re: Wiktor

KONTRAKT
Nie czekał Jakub długo na wieści od swatki Antoniny. Kobieta zaraz na drugi dzień z wyraźnie zadowoloną miną do domu Aurelii Prawickiej, matki Jakuba zawitała. Gdy wrócił do domu późnym wieczorem, zmęczony po całym dniu pracy, obie kobiety spoglądały na niego uśmiechając się od ucha do ucha. Po tych minach i radosnym nastroju wiedział, że Antonina po jego myśli sprawę z matką Józi załatwiła i swaty zostały przyjęte. W dumę wpadł ten skromny chłopak i nim myślami w przyszłość wybiegł  kobiety zaczeły na zmianę relacjonować to doniosłe wydarzenie i nic z tego zrozumieć nie mógł, gdyż obie na raz mówiły podniesionymi głosami i przekrzykiwały się i przekomarzały wzajemnie. W końcu Antonina za rękę Aurelię chwyciła i na moment inicjatywę przejmując jednym zdaniem wyrzuciła z siebie zadowolona.
- Jakub jak sie chyba domyślasz, matka Józi swoje błogosławieństwo i  zgodę na wasz związek daje!

Była to od lat używana przez nią formuła gdy po pierwszej wizycie w domu panny lub kawalera przeszkód ze strony rodziców czy też opiekunów nie było. Gdy się jednak wahali lub odrzucali starających,  nigdy nie mówiła wprost, że sprawa zakończona. Zawsze coś tam wymyśliła aby grosza więcej wpadło i przykrości nadmiernej nie sprawiać odrzuconym. Uczciwa jednak do tego stopnia była, że gdy błogosławieństwa na związek w żadnym wypadku nie było, zadawalała się małą sumą by na koszty niepotrzebnie nikogo nie narażać. Wtedy też prosiła obie strony o zachowanie w tajemnicy jej wizyty. Raz aby nie narażać młodych i ich rodzin na niepotrzebne plotki a dwa aby jej ugruntowana pozycja swatki na tym nie ucierpiała. Zdobywała przez to z latami opinię dobrej swatki i coraz więcej i więcej klientów. W misateczku i okolicach nikt swatów innych nie wyprawiał jak tylko za pośrednictwem Antoniny.
Tylko Żydzi w miasteczku mieli swoich swatów, których szadchenami nazywali. Oni to pośredniczyli w zawieraniu związków małżeńskich podpisując odpowiedni kontrakt. Za swoje usługi pobierali jednak opłaty od wniesionego posagu. W zależności o zasobności rodziców wynosiły one do czterch procent posagu jaki narzeczona do nowego związku wnosiła. Gdy dziewczyna była biedna i otrzymywała posag z kasy gminnej  wtedy szadchen pobierał tylko do dwóch procent od tej sumy. Następnie spisywano kontrakt wstępny. Akt taki nazywał się 'Tnoim'. W nim to ustalano wszystkie warunki zawarcia związku. Wymieniano w tym kontrakcie wysokość posagu, termin jego przekazania, jakie będą prezenty ślubne oraz przybliżoną datę ślubu. Często się targowano i taki wstępny kontrakt wiele razy zmieniano nim końcową treść, którą wszyscy akceptowali przyjmował. Wtedy podpisywano końcową umowę tak zwaną 'Ketubę' czyli kontrakt, który od tej pory za zgodą i podpisem zainteresowanych obowiązywał wszystkich.

Ale Antonna była inna. Ona to przez lata zbierała i zapamiętywała wszelkie informacje na temat młodych w mieście. A to kto kogo nie lubi a to znów kto się z kim po cichu spotyka w niewiedzy przed rodzicami a to znów kto już z kim na dobre w związek intymny wszedł a małżeństwo będzie tylko dla nich najlepszym wyjściem przed ‘wstydem’ jaki panna pod fartuchem nosi. Takim to zajęciem Antonina się od lata parała i lubiana i szanowana w miasteczku była i nikt o niej nie zapominał podczas przyjęć weselnych a i na chrzcinach czesto głównym  gościem była i jej zasługi przy wydaniu na świat nowego życia ku uciesze wszystkich zebranych gości podkreślano.


"Kto za młodu nie był buntownikiem, ten na starość będzie świnią"
                                                                            J.Piłsudski

Offline

 

#65 01.23.2014 21:05:56

JCP
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 04.13.2009
Posty: 3520

Re: Wiktor

Gratuluje. "Wiktor" gosci na lamach TP.

Offline

 

#66 01.23.2014 21:11:02

nowy
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 11.05.2009
Posty: 3860

Re: Wiktor

JCP napisał:

Gratuluje. "Wiktor" gosci na lamach TP.

Dziękuję!  smile

To Odwaga Wydawcy.


"Kto za młodu nie był buntownikiem, ten na starość będzie świnią"
                                                                            J.Piłsudski

Offline

 

#67 01.24.2014 10:38:52

Look761
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 04.27.2008
Posty: 2856

Re: Wiktor

Tak potwierdzam "Wiktor" jest na łamach TP smile


"Czy świat bardzo się zmieni , gdy z młodych gniewnych wyrosną starzy , wkurwieni"
                                                                                                               
                                                                                                       Jonasz Kofta

Offline

 

#68 01.26.2014 10:45:27

nowy
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 11.05.2009
Posty: 3860

Re: Wiktor

FRANEK
W piękny słoneczny poranek Franek Samuel z braku jakiegokolwiek zajęcia przechadzał się po miejskim rynku lustrując wystawy sklepowe. Ludzie smętnie snuli się po rynku i wydawało się że tak jak on bez żadnego zajęcia są. Kobiety tylko gdzieniegdzie w grupkach o czymś tam na pewno ważnym rozprawiały,  gestykulując przy tym wymownie rękami i przekrzykując się nawzajem, swoją kwestię próbując prawie na siłę przekazać innym. Żydówki głośno swoje towary zachwalały widząc przechodzących. Zapraszały do siebie, że to niby u nich najtańsze, najbardziej świeże i najlepsze towary są. Pod wyszynkami i knajpkami,  których w miasteczku nie brakowało, stały konie zaprzężone do fur zanurzając swoje wielkie łby w parcianych workach z obrokiem. Oczy tylko bacznie reagowały na każdy ruch a strzygące uszy świadczyły o czujności tych wielkich i pięknych zwierząt. W knajpce za wielkimi drewnianymi stołami siedzieli na ławach i krzesłach mężczyźni o spoconych i czerwonych od nadmiaru wypitego alkoholu twarzach a przed nimi stały w zależności od zamożności kieszeni zamówione półmiski z mięsami, kaszami i chlebem oraz w przeróżnej wielkości i kształtu butelkach alkohol. Po batach wciśniętych do butów z cholewami lub trzymanych jedną ręką  a sterczących jak przedziwne chwiejące się anteny można było bez trudu odróżnić kto jest przyjezdnym i woźnicą. Im bardziej te baty wirowały tańcząc z podchmielonym właścicielem ten bujany taniec tym bardziej pokazywały w jakim stanie znajduje się tańczący partner. Gdy bat leżał pod stołem był to znak że ten pijacki taniec już dobiegł końca i tańczącemu już podawać alkoholu nie należy. Baty były zabierane za każdym razem gdy powożący zostawiał swój wóz i wchodził do sklepu,  piekarni,  knajpki czy do urzędu. Często na zamówienie  zrobione i  pięknymi czerwonymi pomponami ozdobione zwieńczone  drewnianą rzeźbioną rączką, owiniętą cienką miękką skórką, zakończoną długimi frędzlami świadczyły o statusie woźnicy gdy powożąc strzelał z takiego bata zdziwienie wywołując i szacunek. Takie baty często padały łupem młodych miejskich złodziejaszków, którzy je później w dzień targowy oferowali tym, którym do powożenia służyły zwykłe kije z przywiązanym kawałkiem skórzanego rzemienia.

Miasteczku wątpliwego uroku dodawały wylewane lub wypływające wprost na ulicę wszelkiego rodzaju nieczystości wszędzie tam gdzie nie było bezpośredniego dostępu do kanalizacji. Płynęły po kamiennych korytkach wprost pod nogi przechodniów różnego rodzaju odpady z domowych gospodarstw. Zasadniczo można było takie wylewki podzielić na trzy etapy. Ranny był najbardziej uciążliwy z powodu zapachu jaki roznosił. Południowy związany był z przygotowywanymi posiłkami a wieczorny z prania i kąpieli spłukiwał dwa poprzednie.Ten rytm towarzyszył od lat wszystkim mieszkańcom starych nieskanalizowanych ulic miasta. Ot dzień jak co dzień  w małym prowincjonalnym miasteczku.

Sannie jakoś. Pomyślał Franek. Prowincja, nie to co duże miasta tętniące życiem od rana do późnej nocy.Tam dopiero jest życie nie to co tu. Nuda. Ale zaraz rozchmurzył się na wspomnienie ostatniej gorącej nocy w ramionach Tosi Miller. Ach cóż to za kobieta. Płonie, pomyślał i uśmiechnął się do siebie bo to on ten ogień rozpalił i umiejętnie ‘opału’ dokładał. Część tego ciepła też Franek w swoim portfelu znajdował. Początkowo udawał, że wzbrania się przed braniem pieniędzy. W ten sposób też większe zaufanie i przychylność Tosi zdobył. Tłumaczył jej że on nie dla pieniędzy, że uczucie w nim płonie, targa, że z miłości tu przychodzi, że zakochał się po uszy i piękniejszej kobiety w mieście nie ma i że nawet w swoim życiu piękniejszej nie widział. Ale tak przy okazji i mimochodem nadmieniał, że pracy nie ma, że komorne płacić trzeba a to znów że biednej rodzinie pomaga.Tosia wdzięczna i nieczuła na potrzeby kochanka nie była. Zaczął więc Franek w kieszeni czy portfelu różne sumy znajdować a nie raz tak duże że inny musiałby na nie i cały tydzień pracować. Zapytał raz i drugi dlaczego, lecz Tosia tylko przymilną minę zrobiła i tymi swoimi długimi rzęsami zatrzepotała mówiąc.
- Szczęśliwa jestem z tobą i chce się i tobie odwdzięczyć i tym moim szczęściem z tobą mój miły podzielić.
Z czasem sam zauważył, że wyrachowanie jakie kiedyś przejawiał zaczyna ustępować i zmienia się w coś dla niego niezrozumiałego. Coś co ogarnia go całego i przenika jego każdy czyn i myśl. Z tym czymś wstawał rano, chodził i myślał dzień cały i z tym kładł się spać. A jeszcze tak niedawno sam się śmiałem z tego wyrachowania jakie w stosunku do Tosi przejawiam i z Janka Prawickiego też, że tak się w Evie zadurzył i na całego po uszy wpadł w te miłość. Pomyślał. Miłość? Z niedowierzaniem i prawie głośno wypowiedział to magiczne słowo wprost w twarz Proboszcza, który nadszedł niespodziewanie  i którego nawet nie zauważył zajęty swoimi myślami.


"Kto za młodu nie był buntownikiem, ten na starość będzie świnią"
                                                                            J.Piłsudski

Offline

 

#69 01.30.2014 12:35:01

nowy
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 11.05.2009
Posty: 3860

Re: Wiktor

ZWIĄZEK
Gdy Antonina przekazała Jakubowi tę dobrą wiadomość ucieszony  na matkę popatrzył a w jej oczach ze szczęścia dwie wielkie łzy jak dwa kryształy błysnęły. Oto jej syn, ten najmłodszy, mężczyzną tak szybko się stał i jeszcze tylko mała chwila a już odejdzie spod jej matczynych skrzydeł co to go przez lata ochraniały przed każdą złą rzeczą. Matka ponoć widzi inaczej. Podobno sercem patrzy. Mawiają ludzie, że syn dla ojca to duma za młodu i podpora na starość. A czym jest syn dla matki? Gdyby teraz ktoś się jej zapytał czym jest dla niej Jakub, odpowiedziała by bez wahania: Wszystkim!
I to pomimo tego, że jeszcze jednego miała, Janka, którego jak sądzili wszyscy kochała najbardziej. Ale gdy przychodzi inna kobieta, wtedy ten, którego zabiera jest najcenniejszy i najdroższy. Ile to matek w swej zaborczej miłości do syna oddala jego plany związane z małżeństwem, zniechęca lub wręcz obrzydza tę obcą kobietę, która przychodzi po jej dziecko! Ile matek doprowadza do rozwodu rozbijając małżeństwo? Ile matek przez całe swoje życie nie akceptuje żony swego syna? Ile matek cierpi niewinnie z tego powodu, nie mogąc sobie poradzić z własnymi uczuciami? 
Takie też odczucia pomimo zadowolenia miała teraz Aurelia Prawicka, matka Jakuba, po tej wiadomości jaką przyniosła do ich domu swatka Antonina. Wiedziała jedno, jak najszybciej musi pozbyć się tych złych emocji. Wiedziała też, że to co teraz rozgrywa się w jej wnętrzu musi zmienić się w pozytywne nastawienie. Widziała, że Jakub jest i będzie z Józią szczęśliwy i że im szybciej oddali od siebie tę zaborczą miłość, która zapanowała nad zdrowym rozsądkiem i stanęła na przeszkodzie do nowego życia Jakuba,  tym szybciej osiągnie wewnętrzny spokój i zadowolenie dla dobra samej siebie,  jej syna i jego nowej żony. Poluźnij ten związek, mówiła sobie, a niech ten nowy będzie silny i trwały. Przecież tu chodzi o szczęście twojego dziecka. Czy łatwo matce zapanować nad takimi uczuciami? Wiedziała, że nie każdej się to udaje i dlatego postanowiła sobie w tym dniu, że musi przybliżyć się do Józi i pokochać ją jak swoją córkę. Uchwyciła się pewnej myśli, która z czasem rozwiała jej wszelkie obawy. Powiedziała sobie prosto, nie tracę syna, zyskuję jeszcze jedno dziecko, jeszcze jedną obok Katarzyny córkę.
Ślub Józi i Jakuba  był skromny i na takim samym skromnym przyjęciu była tylko najbliższa rodzina, znajomi i przyjaciele no i oczywiście Antonina miejska swatka, która swoje zasługi w tej uroczystości też miała. Szczęścia jednak  i uśmiechu nie brakowało nikomu.


"Kto za młodu nie był buntownikiem, ten na starość będzie świnią"
                                                                            J.Piłsudski

Offline

 

#70 02.01.2014 09:07:48

nowy
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 11.05.2009
Posty: 3860

Re: Wiktor

PIĘTNO

Jakub nie  zapomniał  tego przeżycia i często opowiadał to przy różnych okazjach innym.I chociaż zawsze były to osoby zaufane to i tak tę historię opowiadał cicho i z bojaźnią. 
Pewnego dnia opowieść tę usłyszał też Wiktor.
Pewnej nocy wyczerpani postanowili poszukać czegoś do jedzenia w malutkim starym drewnianym dworku. Obserwowali dom do świtu. Nikt się nie pojawił, nie zaszczekał pies nie zapiał o poranku kogut. Cisza i żadnej obecności ani człowieka ani zwierzęcia. Poszedł Heszel. Jakub i Adam obserwowali skradającego się kolegę jak od zarośli do zarośli pomału dochodzi od strony stodoły do budynków. Wchodzi do stajni, obory, podchodzi do domu zagląda przez okna i w końcu ostrożnie wchodzi do domu pchając drzwi, które otwierają się z przeraźliwym skrzypieniem rozpraszając panującą wokół ciszę. Wreszcie przywołuje ich machając ręką.
- Nie ma nikogo. Wysiedlili ich lub wygnali, zobaczcie na bałagan w domu.
Wchodzą do domu. Bałagan taki jakby ktoś przetrząsnął całe mieszkanie. Pośród stert śnieżnobiałej pościeli i porozrzucanych ubrań leżały stare fotografie i obrazy świętych pozrzucane ze ścian, noszące ślady niszczącego deptania wojskowych butów.W domowej spiżarni kasze mąki i inne produkty wysypane i polane naftą jednak w tym bałaganie znaleźli kilka bochenków żytniego czarnego chleba, który leżał pod stołem. Wzięli niewiele. Jakub do tej pory szedł boso więc znalezione w szopie stare buty sprawiły mu wielką radość na dalszą drogę. Zapakowali chleb do starego parcianego worka na zboże a znaleziona grządka marchewki za domem uzupełniła ten zapas pożywienia.
- Ruszajcie się chłopaki.
Ponaglał Adam.
- Może ktoś tu wróci i będziemy mieli problemy.
- Weźmy jeszcze wodę.
Powiedział Heszel trzymając w ręku dwie duże brązowe butelki z grubymi wtłoczonymi do środka dnami. Podeszli do studni i Jakub powoli spuszczał drewniane okute metalowymi obejmami wiaderko. Jednak zamiast znajomego pluśnięcia wiaderko uderzyło o coś tępo.
Zajrzeli do studni. To co zobaczyli wymalowało się na ich twarzach, wdzierając się do środka duszy i pustosząc resztę ludzkich odruchów. Na dnie studni drewniane wzmocnione metalowymi obręczami wiaderko spoczywało na kłębowisku ludzkich ciał wrzuconych i zastrzelonych przez swoich oprawców. Pierwszy ocknął się z tego odrętwienia Heszel.
- Chodźmy stąd. Szybko!
Odeszli. Nie odzywali się całe przedpołudnie. Nie mogli spać mimo zmęczenia. Napięcie było tak wysokie, że w każdej chwili mogło doprowadzić do tego iż rzucą się na siebie szukając zemsty, ludzie na ludziach, za wyrządzone zło. Widzieli śmierć kolegów przeszytych przez kule. Umierali cicho często bez krzyku i jęku. Ale to co zobaczyli wywarło piętno, z którym Jakub zmagał się do końca swoich dni gdy wspominał swoją drogę przez tę piękną ziemię. Jednocześnie tak nieprzyjazną, okrutną i pachnącą rozlaną krwią wsiąkającą w łąki, płynącą rzekami i strumieniami oraz zmieszaną ze studzienną zimną i krystalicznie czystą wodą,  która kiedyś w czasie upalnego lata gasiła pragnienie niejednego żniwiarza ścinającego dorodne, pełne złote kłosy, czerpiące swój smak i zapach z tej żyznej ziemi pośród lasów i łąk pachnących ziołami.


"Kto za młodu nie był buntownikiem, ten na starość będzie świnią"
                                                                            J.Piłsudski

Offline

 

#71 02.03.2014 22:12:45

JCP
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 04.13.2009
Posty: 3520

Re: Wiktor

OK, Nowy. Zalozylam zeszyt i zapisuje koligacje, powiazania i teraz trzymam watek "na smyczy".

Offline

 

#72 02.04.2014 13:47:17

nowy
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 11.05.2009
Posty: 3860

Re: Wiktor

JCP napisał:

OK, Nowy. Zalozylam zeszyt i zapisuje koligacje, powiazania i teraz trzymam watek "na smyczy".

Mam nadzieję JCP że się nie pogubimy.
Pozdrawiam
smile


"Kto za młodu nie był buntownikiem, ten na starość będzie świnią"
                                                                            J.Piłsudski

Offline

 

#73 02.04.2014 13:48:19

nowy
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 11.05.2009
Posty: 3860

Re: Wiktor

SZABAT
Zabrał Jakub swoją piękną i dobrą żonę do wynajętego wcześniej mieszkania, które w podstawowe meble i sprzęty wyposażył. Ileż radości i miłości było pomiędzy nimi to mogli tylko zauważyć mieszkający obok sąsiedzi. Józia kwitła i promieniała szczęściem, co też odczuwali wszyscy wokół. Szczęścia nie da się ukryć ono jest widoczne w każdym słowie geście i czynie osoby która go właśnie w tej chwili dotyka.  I w miejscu pracy w sklepie u Bauma i na podwórku i gdy w sobotnie przedpołudnia w żydowskich domach ogień pod kuchniami i w piecach podkładała było z nią wszędzie i o każdej porze. Miłość to wielkie szczęście, mawiała często jej matka. Chwyć go i nie puszczaj, dodawała. Od czasu gdy Józia po raz pierwszy została poproszona o wykonanie tej posługi, którą było podłożenie ognia, interesowało ją dlaczego Żydzi sami w piecach i pod kuchniami nie zapalają ognia w dzień Szabasu. Pewnej soboty zebrała się wreszcie na odwagę i zagadnęła wprost znanego w całej okolicy kupca Aarona Poznera.
- Panie Pozner jak długo mnie pan zna?
- Od lat.
Odpowiedział i przyjrzał się bardziej badawczo niż zwykle tej dziewczynie.
- Panie Pozner czy ja mogę pana o coś zapytać?
Wtrąciła szybko Józia.
- Pytaj moje dziecko.
- Panie Pozner ja od lat w pańskim domu w piecu rozpalam. Rozpalam też i u innych ale śmiałości nie mam się ich o to zapytać.
- O co moja droga?
Zapytał Aaron Pozner i jeszcze bardziej badawczo na Józię popatrzył, myśląc o co też tej dziewczynie może chodzić.
Zawsze taka skromna, uczynna i uśmiechnięta. Pomyślał z zastanowieniem.
- Bo widzi pan ja rozpalam ten ogień ale ja nie rozumiem dlaczego pan czy pańska żona nie mogą tego zrobić sami. Na mieście to różnie ludzie mówią. Ostatnio słyszałam, że Żydzi się ognia w sobotę nie dotykają bo się boją żeby ich Bóg ogniem nie spalił za .... .
- Tak wiem, za zabicie Jezusa!
Wykrzyknął prawie na cały głos stary Pozner ale zaraz złagodniał. Wiedział dobrze, że ta dziewczyna nie ma nic wspólnego z takimi pomówieniami a i on sam już nie jedną zmyśloną historię na ten temat słyszał. Józia zamilkła i przestraszona zaczęła żałować po co całą tę rozmowę zaczynała. Teraz, myślała  straci i resztę tych, do których przez lata biegała i te parę złoty też straci, co jej za tę przysługę dawali. Ale stary Aaron w tej chwili postanowił jej wytłumaczyć z czym się ten stary zwyczaj wiąże i dlaczego jest pewna grupa ludzi, którzy się tej tradycji zapisanej w Torze trzymają. Widząc jej zakłopotanie dodał szybko.
-Siadaj proszę.

WYJAŚNIENIE
Józia usiadła za pięknym dębowym stołem przykrytym koronkowym lśniącym bielą obrusem a tymczasem Aaron Pozner poczłapał do drugiego pokoju, coś poszperał i powrócił trzymając w rekach dużą księgę z hebrajskimi napisami. Otworzył i odszukał odpowiednią stronę spoglądając badawczo na Józię.
- Czy to jest Tora?
Zapytała dziewczyna.
- Nie!
Odpowiedział szybko.
- Tora to święte pismo i przechowywana jest w Synagodze. Chcę ci krótko wytłumaczyć dlaczego ja i inni, u których rozpalasz ogień w Szabat nie wykonujemy żadnej pracy w tym dniu. Dziewczyna rozluźniła się trochę, gdyż w tej chwili poczuła, że ten stary kupiec nie stanowi już dla niej żadnego zagrożenia. Tymczasem Aaron spojrzał badawczo na Józię oraz sprawdzając czy ma na głowie jarmułkę gdyż prawo wymagało aby w czasie czytania i studiowania głowa na znak szacunku to nakrycie miała, rozpoczął uroczyście.

- Nasz Pan powiedział. Szema Izrael, Wszechmocny jest naszym Bogiem:
„Przez sześć dni będzie się wykonywać pracę, ale dzień siódmy będzie szabatem odpoczynku, poświęconym Panu, i dlatego ktokolwiek by wykonywał pracę w dniu szabatu, winien być ukarany śmiercią.  Izraelici winni pilnie przestrzegać szabatu jako obowiązku i przymierza wiecznego poprzez pokolenia. To będzie znak wiekuisty między Mną a Izraelitami, bo w sześciu dniach Pan stworzył niebo i ziemię, a w siódmym dniu odpoczął i wytchnął.”*
* Fragment pochodzi z Biblii Tysiąclecia z Księgi Wyjścia rozdział 31 wersety 16 i 17.

Wyrecytował z pamięci z zamkniętymi oczami Aaron i popatrzył badawczo na dziewczynę. Po minie widać było jednak że chyba mało rozumie z tego co do niej powiedział. Dlatego szybko dodał wyjaśnienie.
- Gdy Pan nasz i Bóg niech imię Jego będzie błogosławione, stworzył już wszystko w sześć dni w siódmym odpoczął i nakazał Izraelowi aby to było dla nich przykładem w ich życiu i aby też w tym dniu żadnej pracy nie wykonywali. Dzień wcześniej wszyscy, którzy tego prawa przestrzegają przygotowują różne przewidziane przez prawo posiłki oraz drewno i żywiczne szczapy a w dzień Szabatu proszą kogoś, takiego jak ty, aby ogień rozniecić. Dzień ten przeznaczony jest na modlitwę i czytanie Tory w Synagodze oraz na spotykanie się z krewnymi i rozmyślanie o wielkiej dobroci Boga niech imię Jego będzie błogosławione.
Zakończył Aaron Pozner uroczyście a Józia pokiwała głową ze zrozumieniem. Jej matka zawsze wspominała, że ma innych oraz ich zwyczaje i tradycje szanować.
- Czyż to nie pośród Żydów mam najwięcej klientów. Mawiała.
Teraz też i Józia pracę w żydowskim sklepie miała i za te posługi jej zawsze drobne pieniądze wpadły. W końcu pomyślała, Żydzi którzy ją do tego wołają nie są źli a co ludzie o nich gadają prawdą nie jest. Nie podobała jej się tylko ta historia z Jezusem.
- Czy to wyjaśnienie jest dla ciebie zrozumiałe?
Zapytał Aaron uważając rozmowę za zakończoną.
- Tak
Odpowiedziała.
- Dziękuję panu za te wyjaśnienia i znów promienny uśmiech zagościł na jej twarzy i rozjaśnił  ten dom w którym tak dziwne i stare tradycje były przestrzegane. A gdy Aaron Pozner wsunął jej do ręki monetę dwuzłotową wybiegła z domu jak na skrzydłach pędząc co sił do następnego, w którym miała ogień pod kuchnia zapalić.

Wszędzie tam gdzie była, zarażała swoim uśmiechem, naturalnością i dobrocią serca wszystkich bez wyjątku. A i Jakub pogwizdywał gdy walił młotem w jakieś półosie, resory i piasty. A po skończonej robocie nie bałamucił długo tylko ręce ze smarów obmywał i do domu czym prędzej się śpieszył. Do domu i do żony. Słownictwo teraz też się trochę u tych dwojga zmieniło. Więcej było w użyciu słów proszę, przepraszam i kocham. To w domu a poza nim dochodziły słowa mój mąż i moja żona. Słowa do tej pory magiczne, zarezerwowane dla innych, teraz stały się bardzo przyjemną codziennością wypływającą wprost z zakochanych serc.


"Kto za młodu nie był buntownikiem, ten na starość będzie świnią"
                                                                            J.Piłsudski

Offline

 

#74 02.05.2014 13:48:32

JCP
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 04.13.2009
Posty: 3520

Re: Wiktor

Ach milosc. Piekna jest.

Offline

 

#75 02.11.2014 07:19:05

nowy
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 11.05.2009
Posty: 3860

Re: Wiktor

WYMARZONY DOM
Plan Jakub miał taki. Pomieszkają jakiś czas na lokatornym, zaoszczędzą ile się da i na działce obok garażu, gdzie Jakub miał swój warsztat naprawczy postawią sobie mały domek w którym zamieszkają oni oraz ich dzieci.
Wszystko to wyglądało bardzo realnie. Jakub zarabiał dobrze i miał już odłożone trochę grosza. Miał też samochód, który mógł używać do przywiezienia wszystkich materiałów budowlanych. Nie wiedział jednak, że jego najdroższa żona, też z lat swojej pracy uciułała trochę pieniędzy. Teraz gdy usiedli razem i policzyli okazało się że uzbierała się niezła suma. Józi oczy ze szczęścia zabłysnęły na tak radosną  wiadomość jaką był plan budowy własnego domu. Ta biedna dziewczyna, wychowana w bardzo trudnych warunkach, zawsze marzyła o własnym domu. Co za szczęście, myślała każdego dnia. Własny dom! I stała się jeszcze bardziej oszczędna. Wizja jaka się roztaczała na przyszłość była naprawdę imponująca. Własny dom, własny dom. Powtarzała Józia przy każdej okazji gdy przypomniała sobie o tej wspólnej decyzji budowy.  Matka Józi nie mogła uwierzyć w taki obrót sprawy i chciała już zaraz do ludzi iść i tym niespotykanym szczęściem córki z innymi się dzielić. Jednak Józia oponowała.
- Mamo nie rób tego.
Prosiła. I tak to zastrzeżenie motywowała.
- Ludzie dobrzy nie są. Gdy się dowiedzą co zamierzamy może ten i ów przeszkodzić naszym planom na przyszłość.
Powiemy im kiedy będzie pora, kiedy przyjdzie odpowiedni czas.
Nalegała na matkę i ta zrozumiała, że jeszcze nie teraz jest ta pora na obwieszczenie światu tak radosnej nowiny.
Jedno ustalili, Jakub będzie gromadził na działce obok garażu różne najpotrzebniejsze materiały budowlane i będą odkładać każdy zarobiony grosz z myślą o przyszłej inwestycji.  W przeciągu kilku dni Jakub najął kilku robotników i razem z nimi w wolnych chwilach uporządkował działkę oraz wykopał dół na wapno. Przywiózł też piach oraz wielką metalową beczkę na wodę, która kiedyś w mleczarni służyła jako wielka zlewka do mleka a ostatnimi czasy, gdy ja zastąpiono nową, była przepychana od ściany do ściany i nikt nie wiedział co z nią począć. Trafił się zatem Jakub i wybawił z kłopotu jej dotychczasowego właściciela. Wiedział dobrze jak potrzebna jest woda w czasie budowy. Uszczelnił ją i napełnił wodą, która przywoził w drewnianych beczkach z oddalonej o pół kilometra rzeki. Na garażu zamontował też rynnę  i z dwóch desek zbił specjalne korytko, po którym w czasie deszczu woda miała spływać teraz do beczki. Pojechał też do wapiennika i przywiózł wypalony kamień wapienny, który trafił do wykopanego i wysypanego piachem głębokiego dołu. Następnie kamień zalewał dużymi ilościami wody. Syczało i parowało oraz zionęło gorącem z tego dołu a każdy kto to widział zastanawiał się co też ten mechanik będzie z taką ilością wapna robił. Nawiózł też Jakub wielką pryzmę kamieni na fundamenty i podmurówkę, piach oraz kilka kubików drzewa. Cieszyli się oboje z tego zgromadzonego materiału i marzyli o nowym domu, który w ich wizjach był tak realny jakby już stanął. Józia urządzała kuchnię i dobierała firanki i kolory ścian a Jakub myślał o kaflowym piecu, który ma ogrzewać zimą  wielki pokój, w którym mieli zamieszkać oni oraz ich przyszłe dzieci.

Tuż przed nowym rokiem Józia źle się poczuła. Nie miało to jednak nic wspólnego z żadną chorobą. Powód był całkiem odmienny tak jak i stan Józi w jakim się teraz znalazła. Wielka miłość dała o sobie znać tak nagle i niespodziewanie  jak chyba się to dzieje prawie  w każdym przypadku, gdy dwoje ludzi darzy się tak wielkim wzajemnym płomiennym uczuciem. Radość mąciła jednak obawa o nadchodzący rok, w którym mieli rozpocząć budowę wymarzonego domu. Jakub zapewniał Józię o swoim oddaniu i miłości i uspokajał i prosił  jak tylko mógł, że obawy sa nieuzasadnione a on będzie o wszystko dbał a najbardziej o nią i o to nowe życie, które nosi w swoim łonie. Pokrzepiał i pocieszał Józię codziennie a ona wierzyła i ufała mu bezgranicznie. Gdzieś w połowie roku postanowili jednak wspólnie, że teraz najważniejsze jest dla nich dziecko i powinni budowę domu odłożyć na rok przyszły. Trudno było Józi pogodzić się z ta zwłoką ale trudy ciąży i stanowcza troska Jakuba o nią i dziecko przesądziły o odłożeniu budowy na rok następny. Gdy nadszedł czas Jakub zawiózł swoją ukochaną żonę do szpitala miejskiego i powierzył opiece tutejszego personelu. Poszedł też do dyrektora szpitala doktora Wassermana i osobiście poprosił o doglądanie w tych dniach żony.Wasserman nie krył zdziwienia, gdyż przeważnie rodzące kobiety wzywały akuszerkę do domu i tam przychodził na świat nowy obywatel miasta. Tylko nieliczni oraz bogatsi mieszkańcy zapewniali swoim żonom opiekę wyspecjalizowanego personelu w szpitalu miejskim. Przyrzekł zatem Wasserman, że będzie zaglądał do Józi a jak się zacznie poród to zrobi wszystko co w jego mocy aby ‘poszło jak należy’. Józia urodziła piękną dużą i zdrową dziewczynkę. Dali jej na imię Aniela.


"Kto za młodu nie był buntownikiem, ten na starość będzie świnią"
                                                                            J.Piłsudski

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson
wygląd forum i administracja techniczna Bartłomiej Kozielski
kontakt z właścicielem i administratorem strony forumdetroit@gmail.com