Ogłoszenie

Dear Friends,

It is with a heavy heart that we have decided to retire our beloved Forum Detroit. It has served the Polonia Detroit for over 10 years, and was a source of joy for many. However, after many months of inactivity, the time has come to bid it farewell.

Deepest and warmest thanks to all those who contributed to Forum discussions over the years, either by sharing their thoughts or reading those of others. Your presence and participation served as a building block of this online polish community.

Forum Detroit

#1 12.07.2013 22:12:56

nowy
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 11.05.2009
Posty: 3860

Wiktor

To co napisałem poniżej jest wstępem do większej całości.
Tylko od Forumowiczów będzie zależało czy będzie ciąg dalszy tej 'histori'. Jężeli będzie 'poczytność' i akceptacja oraz przychyne komentarze spróbuję ciągu dalszego.
Może to być trudny, niewygodny i czasami szokujący dla niektórych temat. Wiele osób może jednak znaleźć w nim część swojej histori, wspomnień czy też zasłyszanych prawdziwych czy tez zmyślonych opowieści.

Pozdrawiam wszystkich tych, którzy tęsknią za moja 'twórczością'  smile  oraz tych co jej nie akceptują.

,,,,,,,,,,,,,,,,





Jest czas... na wszystko jest dogodny czas. Ale zacznijmy od początku.
Od początku?
A gdzie jest początek?
No ale od czegoś trzeba zacząć.

                                                     WIKTOR

Czy to boli, czy zaskakuje gdy się dowiadujesz że nie jesteś tym kim jesteś?

Wiktor zawsze  spędzał wakacje u babki na wsi, lubił wieś, tam było inaczej niż w mieście. Jednego tylko brakowało Wiktorowi, telewizji. Ale po paru dniach w nadmiarze zajęć i wrażeń wiejskiego życia zapominało się i o tej formie rozrywki. Dzień dla mieszkańców wsi zaczynał się bardzo wcześnie rano a kończył późno po zmierzchu. Tu żyło się inaczej, prościej i bliżej natury. Babka Wiktora codziennie rano gotowała pyszny biały barszcz z jajkami i pajdą żytniego, wilgotnego pachnącego drożdżami, chleba. Chleb babka piekła w chlebowym piecu w letniej  kuchni raz w tygodniu. Na obiad jadało się zupy ziemniaczane, czerwone barszcze na botwince lub zalewajki z przypieczoną cebulką i skwarkami. Do wszystkiego babka podawała chleb. W niedzielę zabijała kurę,, gęś lub kaczkę i gotowała tłusty, pyszny rosół z kluskami własnej roboty z ciasta,  które gniotła na wielkiej stolnicy. Widział Wiktor jednak, że babce szkoda było tego inwentarza na rosoły poświęcać. W każdy wtorek babka ze studni schłodzoną kankę śmietany wyciągała i z niej w starej drewnianej maselnicy kilka osełek masła powstawało,  które wczesnym rankiem w środę zabierała babka na targ razem z kopą jaj i kurą, która się nieść przestała.  Dziwił się Wiktor, że ludzie na wsi nie jadają kanapek z kiełbasą  nie kupują oranżady i nie piją kawy czy herbaty tak  jak w mieście. Babka zawsze mówiła, że to miastowe jedzenie to za zdrowe nie jest. Pijało się wodę wprost ze studni z blaszanego kubka,  który na gwoździu pod daszkiem studni wisiał. Piło się  kompoty z owoców i herbatę z dziurawca, który suszyła babka w letniej kuchni powiązany w pęczki i na sznurku obok chlebowego pieca rozwieszony.
Tego lata w gospodarstwie zagościli też Sylwek, syn babki, wujek Wiktora i jego kolega. Wszyscy trzej w ciepłe letnie noce spać chodzili na siano do stodoły. Leżał Wiktor na pachnącym sianie, obok wujek Sylwek i jego kolega i obserwowali gwieździste niebo przez szpary w deskach stodoły. Kolegę wujka nazywali  Perullo. Śmieszny ten Perullo. Myślał Wiktor. Zawsze tak ładnie opowiadał o swoich przeżyciach. Najbardziej interesowały jednak Wiktora te opowieści Perullo o kobietach. Był w wieku kiedy kobiety zaczynały go bardzo interesować. Teraz też zgodził się spać razem z Sylwkiem i  Perullo w stodole na aromatycznym sianie,  mając nadzieję na kolejną interesującą go opowieść. Noc, blask księżyca i gwiazd, których światło wpadało do ciemnej,  pełnej sekretów i tajemnic stodoły stwarzały niezapomnianą atmosferę. Tym razem jednak Wiktor usłyszał coś zupełnie innego. Rozmowę rozpoczął  wujek Sylwek.
Zapytał wprost.
- Wiktor czy ty wiesz że jesteś Żydkiem?
- Jakim Żydkiem?
Odparł Wiktor, zaskoczony tą informacją.
- Tak, Żydziak z ciebie Wiktor,  Żydziak. Dlaczego?  Ponieważ twoja babka była Żydówką i twoja matka też Wiktorku.
Odpowiedział Sylwek a wesoły zawsze Perullo tym razem bardzo poważnie dodał.
- No jak matka jest Żydówką to i dzieci też.
- To ty nie wiedziałeś Wiktor o tym, że twoja matka była Żydówką, którą przysposobili i wychowali twój dziadek i babka z miasta?
Wiktor nie wiedział i długo tej nocy Wiktor nie mógł zasnąć. Myśli kłębiły się w młodej głowie dojrzewającego nastoletniego chłopca. Tej nocy Wiktor postanowił też, że pozna ten wielki sekret rodzinny,  który jak się okazało był znany wielu osobom. Muszę się dowiedzieć co się za tym kryje. Kim jestem?  Skąd pochodzę?  Kim byli moi przodkowie?  Od czego zacząć?   
No ale od czegoś trzeba zacząć?
Pytania te nie dawały od tej pory spokoju Wiktorowi. Przez lata zbierał i skrzętnie notował w pamięci urywki  informacji dotyczące życia jego rodziny. Niekiedy były to śmieszne i banalne historie ale w większości smutne i przerażające. Niosące ze sobą śmierć, ból i łzy.
..............................................................................................


"Kto za młodu nie był buntownikiem, ten na starość będzie świnią"
                                                                            J.Piłsudski

Offline

 

#2 12.07.2013 23:01:28

JCP
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 04.13.2009
Posty: 3520

Re: Wiktor

Nowy, dzieki ze wrociles. Mistrzostwo swiata po prostu! Czekam teraz na dalszy ciag.

Offline

 

#3 12.08.2013 18:31:19

Matka Teresa
Totalnie Rozgadany
Od: USA
Zarejestrowany: 03.18.2009
Posty: 996

Re: Wiktor

Nowy, ciesze się ze wróciłeś. Czekam na dalszy ciąg historii Wiktora.


I am a little pencil in the hand of a writing God who is sending a love letter to the world.

Offline

 

#4 12.08.2013 18:43:42

Look761
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 04.27.2008
Posty: 2856

Re: Wiktor

Nowy
Pięknie że wróciłeś i to z ciekawą historią. Zaczęła się ciekawie i interesująco. Czekamy na c.d.
Pozdrawiam smile


"Czy świat bardzo się zmieni , gdy z młodych gniewnych wyrosną starzy , wkurwieni"
                                                                                                               
                                                                                                       Jonasz Kofta

Offline

 

#5 12.08.2013 21:39:49

Zoomboy
Legendarny Mistrz Forum
Od: USA
Zarejestrowany: 07.09.2007
Posty: 13193

Re: Wiktor

c.d.? smile


That’s all, folks
Przekażmy sobie znak pokoju.
Hasta la vista, Vaya con Dios
Я возвращусь, Ich werde zurück sein, Je reviendrai, Estarei de volta, Θα είμαι πίσω, I červnu se zpět, Leszek vissza, وحقوق عودة

Offline

 

#6 12.08.2013 21:53:03

ak
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 03.01.2007
Posty: 3134
Serwis

Re: Wiktor

Nowy,
Czy bedzie wątek erotyczny?


"Friends are flowers in the garden of life"

Offline

 

#7 12.09.2013 13:14:52

nowy
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 11.05.2009
Posty: 3860

Re: Wiktor

No dobrze.
W głosowaniu było 3 : 2.
Można przyjąć nawet 4 : 1.
Gdy się zsumuje dyplomatyczne głosy Zoomboya i AK.
  smile


Zapytałem i uzyskałem odpowiedź na tak, jeżeli jednak będziecie mieli dosyć  i poczytność spadnie to zakończę ten wątek.

Dziś kolejna część.
...............................................

                                                 
                                POSTNY CHLEB

Józia pochodziła z biednej rodziny. Matka Bronisława praczką była. Najmowała się do prania u bogatszych ludzi w mieście i okolicy. Zarabiała marnie, ciągle narzekała na ból pleców i kolan nie mówiąc już o rękach a szczególnie palcach, powykrzywianych od codziennego moczenia w zimnej wodzie. Brała Bronisława w jedną rękę swoją starą balię, pordzewiałą i poobijaną od wieloletniego używania w drugą tarkę i szła do tych co potrzebowali coś wyprać. Dobrze swoją robotę wykonywała to i nie brakowało jej klientów zadowolonych z wykonywanej usługi. Gdy nie prała do magla chodziła. Na małym trzeszczącym drewnianym wózeczku wiozła rzędy śnieżnobiałych, często wypranych przez siebie obszytych koronką obrusów, prześcieradeł i powłok, przykrytych białą narzutką z wyhaftowanym przez kochaną córkę, Józię, czerwonym  kwiatkiem róży. Toczył się na drewnianych kołach wózek Bronisławy po miejskim bruku o każdej porze roku. Ta praca też do lekkich nie należała. Bronisława nieraz kilka godzin maglową korbą kręciła aby te wykrochmalone rzeczy jak najlepiej wyglądały i bez żadnej zmarszczki były. Czasem syn jej, Paweł biegł z nią i korbą trochę pokręcił jak krzyż mocno we znaki jej się dawał. Jednak nudził się szybko, męczył i narzekał, że ciężko.
Józia miała jeszcze siostrę Agnieszkę ale ta żyła krótko, miała kilka lat gdy zachorowała na zapalenie płuc i zmarła. Matka Józi, Bronisława ciągle powtarzała.
- Popatrzcie dzieci na Żydów, tym to się powodzi. Mają co jeść, ładne ubrania nie chorują i nie umierają tak jak nasza biedota.
A innym razem znów mawiała.
- Mają sklepy i w tych sklepach dzieci mają za darmo cukierki.
A innym razem znów rozmarzona wizję taką przed dziećmi roztaczała.
- Och mieć taki sklep i sprzedawać w nim wszystko, człowiek żyłby lepiej i nie męczył się tak. Popatrzcie na żydowskie dzieci.
- Mamo, mamo? Ale dlaczego ludzie nazywają Żydów parchy?
Zapytał Paweł.
- A któż ci to powiedział synku?
No ludzie mówią i stara Jagódzka mówiła, że .. .
-Ty się lepiej do tego nie mieszaj i głupot ludzkich nie powtarzaj ani w domu ani tym bardziej na ulicy! Zrozumiałeś?!  A wśród Żydów to najwięcej moich klientów jest i najlepiej mi płacą.
- A Jagódzka to mówiła mamo jeszcze że Żydzi to łapią dzieci i krew puszczają na pace.
Wtrąciła Józia szybko.
- Nie na pace dzieci tylko na mace i prawdą to nie jest. To tylko takie plotki ludzkie są i je takie niemądre kobiety jak Jagódzka rozsiewają. Nie wierzcie w to dzieci. Maca to taki specjalny placek wypiekany z wody i mąki bez dodatku zakwasu, głuptasy moje.
- Mamusiu czy to taki placek jaki ty nam czasem dajesz gdy robisz kluski?
- Wtrąciła Józia.
- Tak, tylko  tamten nie zawiera jajka, które ja dodaje czasem gdy zagniatam ciasto na kluski. Macę piecze się na święto Paschy.
- A co to za święto mamo?
Zapytał tym razem Paweł.
- Pascha to takie święto, które upamiętnia wyjście Żydów z niewoli egipskiej. Nazywano ich wtedy Izraelitami i byli w Egipcie niewolnikami. Bóg jednak posłał Mojżesza, który wyprowadził cały naród z Egiptu i poprowadził do Ziemi Obiecanej. Odzyskali wolność i właśnie dlatego pamiętając o tym pieką te mączne placki.
- Ale mamusiu przecież Żydzi są bogaci dlaczego więc jedzą takie zwykłe  placki jak my?
Zapytała tym razem Józia.
- Widzisz dziecko to jest pamięć o tamtych złych czasach gdy byli poniżani i bici oraz wykorzystywani do niewolniczej pracy przy budowie piramid egipskich. Ten zwyczaj ma też przypominać, że z Egiptu wychodzili szybko i nie zdążyli zakwasić swojego chleba. Nazywa się też mace przaśnym chlebem.  Bóg zesłał wtedy na Egipt dziewięć plag, po których Mojżesz zapowiedział dziesiątą. Bóg miał wytracić pierworodnych we wszystkich domach egipskich. Jednakże Żydzi mogli tego uniknąć.
- W jaki sposób?
Zapytały niemal jednocześnie dzieci szczerze zainteresowani jej opowiadaniem.
- Musieli zabić baranka, pokropić jego krwią odrzwia i zjeść jego mięso w domu z przaśnym chlebem i gorzkimi ziołami. Podczas tego wieczoru, który nazywano sederem anioł z polecenia Boga miał przejść przez ziemię egipską  pozostawiając przy życiu wszystkich tych, którzy usłuchali tego polecenia. Natomiast mieli wyginąć wszyscy pierworodni tam gdzie tego nakazu nie usłuchano.
- A Jagódzka mamo to jeszcze mówiła.. .
- Dosyć tego Pawełku proszę więcej z tą kobietą nie rozmawiać i w to co mówi nie wierzyć. A teraz dzieci pomóżcie mi bo zaraz ojciec z pracy wróci a obiad w lesie.


"Kto za młodu nie był buntownikiem, ten na starość będzie świnią"
                                                                            J.Piłsudski

Offline

 

#8 12.09.2013 13:45:02

Look761
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 04.27.2008
Posty: 2856

Re: Wiktor

Nowy
teraz czekam na dalszy ciąg. Zaczyna być bardziej interesujące smile


"Czy świat bardzo się zmieni , gdy z młodych gniewnych wyrosną starzy , wkurwieni"
                                                                                                               
                                                                                                       Jonasz Kofta

Offline

 

#9 12.09.2013 16:08:03

JCP
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 04.13.2009
Posty: 3520

Re: Wiktor

ja tez czekam, jestem ciekawa co bedzie dalej. Nowy, jak to fajnie ze sie wydostales z dziury. I tak trzymaj!

Offline

 

#10 12.11.2013 14:47:27

nowy
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 11.05.2009
Posty: 3860

Re: Wiktor

GIENEK
                                       Serce dla dzieci miał.

W lesie przy wyrębie drzew praca ciężka, żmudna  i niebezpieczna jest. Oszacowane do ścinki drzewo trzeba tak położyć aby dostęp do niego był jak najlepszy i nie uszkodzić zbytnio innych drzew wokół.  A najgorsze to jest wtedy gdy ścinane drzewo kierunek upadania zmieni i zawiesi sie w konarach innych drzew. A jeszcze gorzej gdy w czasie padania zaklinuje się pomiędzy drzewami. Wtedy to i czas zmarnowany i od leśnika kłopot i potrącenia z dniówki są.  Nie szła praca jak potrzeba tego dnia, drzewa kręciły się i upadały tam gdzie chciały. Antek siekierą się uderzył w nogę przy obcinaniu gałęzi. Rana była duża toteż trzeba go było na wóz wsadzić i do domu zawieźć. Do doktora nie chciał bo drogo a w domu pięcioro jak kocięta wyrywają sobie jedzenie a Antkowa pracy nie miała bo i kto by tego przychówku pilnował. Wiadomo, nie zarobi w czasie gdy noga goić sie będzie a jeszcze doktorowi dać?  Toż to podwójna strata. Józek słabowity tego dnia był. Popił dnia wczorajszego, a że niezwyczajny to i głowa ciężka i ręce nie pracują jak potrzeba. Dwa razy linę z rąk wypuścił co ją do wierzchołka drzewa wiązali aby je w odpowiednie miejsce skręcić i położyć. Tym to robotę psuł, że reszta kleła co sił.
Stary Adol mówił, że drzewa duszę mają, i że czasem nie pora ciąć więc jakby się zmawiają wszystkie i robota wtedy nie idzie jak trzeba. Mówił, też że drzewa jak ludzie są gdy takie tniesz co go inne nie lubią to gałęzie rozchylają i cięte pada prosto tam gdzie chcesz. Dziwna ta jego mowa ale starego każdy słuchał, głową kiwał a swoje myślał. Stary i już to mu się czasem i głupio gada, mawiali nie raz robotnicy leśni. W takiej to grupie pracował ojciec Józi i Pawła, a mąż Bronisławy, Gienek. A był też z nimi jeszcze jeden niemowa, Janek na tego wołali, ale nikt tak po prawdzie nie wiedział jak się nazywa no bo jak z niemową pogadasz? Robota za to paliła mu się w rękach aż miło patrzeć było. Sam zawsze wiedział co i jak robić ma. Kompan z niego do wspólnych rozmów żaden ale jak którego robak gryzł, napić się chciał i wygadać to Janka brał do szynku,  na Żyda butelkę wołał Mocnej, coś na ząb i duszę przed Jankiem po trzecim otwierał. A Janek tajemniczy był, nikomu rozmowy nie powtórzył, głową tylko kiwał i tak sobie obaj pogadali.
Ostatnie tego dnia drzewo do wycinki zostało, dość już wszyscy dzisiaj roboty mieli. Na starego tylko czekali aż wróci od Antka. Liny powiązali gałęzie przycieli. Gienek papierosa skręcił, palił i myślał jak pieniądze w domu rozłożyć bo to Józia panienka już i sukienkę by chciała nową i buty. Paweł też się wydarł z chłopakami po sadach lata i fajerę po bruku toczy a tu czynsz trzeba zapłacić a i balja Bronki od ciągłej roboty leje się jak w słotny dzień. Paweł musi poczekać, załata się pomyślał, no ale Józia?  Nie!  Kochał swoją córkę jak nikogo a i mądra była. W szkole to język niemiecki zamiast rosyjskiego wybrała. Chwalił się Gienek znajomym z dumą w głosie. Cenił ją za to, że dalej na zachód patrzy na lepszy świat,  jak ludzie mawiali.  Uczyła się też dobrze i nigdy nie narzekała jak inne dzieciaki, zawsze prosiła i tę swoją śliczną blond główkę na jego ramieniu kładła mówiąc tatusiu, tatusiu ... . Zamyślił się Gienek nad życiem swoim, że takie ciężkie i ciągle pieniędzy brak a dzieciaki kochał i serce dla nich miał jak nikt.  Adol tymczasem wrócił i poszedł drzewo oglądać.
-  No chłopaki.
Zagaił.
- Nie podoba mi się to, najgorsza robota na koniec została i mniej nas.
Podsumował.
- E tam stary ględzisz wyrwało się któremuś.
- Ano popatrzcie tylko, miejsce nie dobre jest. Po lewej buczek splótł się konarami z naszym i po prawej jesion trzyma a na wprost gdzie upadek jego ma być dębczaki młode jak płot stoją.
- A co tam stary gadał będziesz. Powiedział Józek.
- Klina wbijem i w czterech chłopa pójdzie jak z płatka, sam se drogę utoruje, ciężki i wysoki jest a gałęzi za dużo nie ma.
- Klina to ty możesz wieczorem wbić u Joska w szynku. Toż to kawał odziomka i niczym nie ruszysz a konia zerwać nie dam! A jak pójdzie bokiem to po nim.
Zakończył stary.
- Spróbujmy bo nas tu noc zastanie. Podetnijcie z Jankiem od strony upadku a kiedy trzaśnie my z Józkiem ile sił pociągniemy na siebie i jest nasz.
Odparł Gienek, niedopaka do kieszeni na potem schował i zakończył.
- No do roboty chłopaki. Do roboty, spróbujemy, czas ucieka i wypłata dzisiaj! Dzieciaki czekają!
Zakończył Gienek bo już myślami przy dzieciach był. Tak, Gienek  serce dla dzieci miał.


"Kto za młodu nie był buntownikiem, ten na starość będzie świnią"
                                                                            J.Piłsudski

Offline

 

#11 12.12.2013 15:24:22

nowy
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 11.05.2009
Posty: 3860

Re: Wiktor

BIEDA                                                       
Mrok zapadał ponury, powietrze jakby gęstniało a w czynszowych barakach smród wylewanych do rynsztoka nieczystości mieszał się z miłą wonią zapachów przygotowywanych posiłków.I chociaż były to posiłki bardzo ubogie to kobiety potrafiły nadać im tyle smaku i zapachu jakby gotowano je w najbogatszych domach i z najlepszych dostępnych półproduktów.  Józia i Paweł też z utęsknieniem czekali na ostatni posiłek ale przede wszystkim na ojca. Przekomarzali się teraz w kącie izby popisując się swoją wiedzą na temat geografii. Józia przodowała,  Paweł nadrabiał głosem i grymasem na twarzy wyciągając coś nowego z zakamarków pamięci z coraz większym trudem. Jednak celne odpowiedzi Józi co i rusz go irytowały. Nadymał wtedy buzie i minę robił ważniaka ale złości i zażenowania ukryć nie umiał. W końcu przyparty do muru  posunął się do kłamstwa zmyślając nazwę miasta i rzeki, które ponoć gdzieś na odległym kontynencie leżały. Józia trochę zagubiona zrobiła dziwna minę a tymczasem Paweł tryumfalnie rzekł do matki.
- A widzisz mamusiu, nie wszystko wie ta twoja perełka! 
Jakiś szum dało się słyszeć na podwórku.
- Pewnie ojciec wraca z pracy.
Powiedziała Bronka i pomyślała, że jakoś późno dziś.
Do drzwi ktoś zastukał raz i drugi, natarczywie.
- A otwórz tam Józiu!
Zawołała matka odstawiając z pieca parujący garnek z ziemniakami.
W drzwiach stanął stary Adol. W rękach trzymał kapotę i siekierę Gienka. Rzut oka uświadomił jej że coś się stało niedobrego, bardzo niedobrego. Blady był i nic nie mówił. Miał zakrzepłą krew na spodniach i takie same brunatno czerwone ręce.
- Co z Gienkiem? Co! Mów!
Zawołała a ryk jaki się potem rozległ wśród baraków przyprawiał o drżenie.
                                                         *                                                   

Jedną ulicę dalej trzech pijaczków wybuchnęło głośnym śmiechem.
- Ale jej przywalił. Widzisz Zenek! Widzisz! Chłop charuje od świtu do nocy a baba co?
Krzyczał jeden z nich a drugi mu wtórował.
- Nie marnować mówię ci nie marnować naszego chłopskiego życia!
I wszyscy trzej znów zanieśli się głośnym śmiechem. Nic nie wiedzieli że w tym samym czasie biedna praczka została wdową a dzieci sierotami.  Znali biedę, która wychylała  z każdego zaułka tych brudnych i cuchnących ludzkich siedlisk. Wyglądała z oczu dzieci i starców. Przechadzała się obok ścian, krzyczała w pijanym widzie i rechotała głosem zaspokojonej nierządnicy przeliczającej pieniądze skradzione pijanemu klientowi w zatęchłym pokoju przesiąkniętym alkoholem, wymiocinami i płatną miłością. Snuła się ta bieda od domu do domu zatruwała chorobą i niedożywieniem, pędziła w stronę szynku bo tam można było zapomnieć. Tam wszyscy byli szczęśliwi, syci, zdrowi i ubrani. Gotowi tańczyć i śpiewać.  Tam mocowała się z gestem pijaka rzucającego pienieniądze na tłusty stół, walącego weń ręką i domagającego się więcej i więcej aż do utraty świadomości. Nazajutrz jednak wracała w przestraszonych oczach matek i głodnych pobitych dzieci wałęsających się bez celu po ulicach, oczekujących na gest tym razem dobrej woli, który pomoże przeżyć kolejny dzień. Kończyła cicho na cmentarzu pod murem, często bez księdza bo i za co? Bez trumny z tych samych powodów. W zawiniątku w pośpiechu jakby zawstydzona. A potem ? A potem wracała.
                                                                     
                                              *
Kiedy drzewo upadało Gienek odskakując w bok zawadził się o wystający korzeń, wypuścił linę z rąk i runął z wykręcona i zaplątaną nogą na wilgotną leśną ściółkę. Jeden z większych konarów łamiąc się w czasie upadku przebił Gienka jak ostry nóż. Umarł szybko a w jego otwartych oczach można było odczytać strapienie. Co kupić w pierwszej kolejności? Balję dla żony, ubranie dla Pawła czy nową sukienkę i buty dla Józi?


"Kto za młodu nie był buntownikiem, ten na starość będzie świnią"
                                                                            J.Piłsudski

Offline

 

#12 12.12.2013 18:48:23

Look761
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 04.27.2008
Posty: 2856

Re: Wiktor

Nowy
proszę o d.c. smile


"Czy świat bardzo się zmieni , gdy z młodych gniewnych wyrosną starzy , wkurwieni"
                                                                                                               
                                                                                                       Jonasz Kofta

Offline

 

#13 12.12.2013 20:57:43

JCP
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 04.13.2009
Posty: 3520

Re: Wiktor

Nowy, teraz to juz nie tylko czekam, ale doczekac sie nie moge nastepnego odcinka.

Offline

 

#14 12.14.2013 13:10:45

nowy
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 11.05.2009
Posty: 3860

Re: Wiktor

LOS
Buty miała Józia czarne, lakierki. Nie za drogie, kupione w sklepie u starego Goldcykiera obok rynku, który raz w tygodniu pełnił też rolę Targowicy Miejskiej. Goldcykier wiedział co spotkało tę rodzinę. Od razu bez targowania sprzedał te buty po kosztach zakupu. Żal mu było tego dziecka i jej matki. Znał tę małą, Józia z jego córką Evą chodziła do szkoły. Bronka kupiła tam też tanią sukienkę  i nowe ubranie dla Pawła. Chłopaki z lasu zrzutkę zorganizowali lecz nie było odważnego by te pieniądze Bronce zanieść. Włożyli zatem te pieniądze do blaszanego pudełka po landrynkach, dali Jankowi i on to miał dać Bronce. Gadać tam nie trzeba i słuchać też, pomyśleli, więc Janek będzie w sam raz dobrym posłańcem. Uzbierało się też trochę drobiazgów po Gienku. Papierośnica, gilza do nabijania papierosów, scyzoryk i obrazek świętego  z którym się Gienek nie rozstawał. Ale nie wiedzieli co to za święty był. Ot święty do świętego podobny a obrazek bardzo stary i zniszczony był. Wszyskie te pamiątki po Gienku też do pudełka po landrynkach powędrowały. Wziął zatem Janek to wszysko a od siebie całą tygodniówkę dołożył. Dobre serce chłop miał choć nie słyszał i nie mówił nic. Ale któż to może wiedziec jak z nim nikt nigdy o niczym nie gadał. No bo to czy z języka dobroć się bierze?  Albo ze słyszenia?  Od dawna to już ludzie mówią, że wszystko co dobre z serca pochodzi.  A złe?  Skąd zło się bierze?  Zaniósł zatem Janek bez słowa pieniądze i pamiątki. Na stole w cichym domu położył, posiedzieli w pusty stół się pogapili i pomilczeli. Bronka łzy wylała a Jankowi oko się zaszkliło. Kiwnął Janek głową i wyszedł. Dziękowała mu Bronka za pamięć i chłopaków pozdrowić kazała. Pokiwał Janek głową ale nie jest wiadome o co mu chodziło. Czy zrozumiał Bronkę, czy się żegnał czy też żal po śmierci Gienka okazywał. Dopiero jak z chałupy wyszedł łza spłyneła mu po policzku ale ją czymprędzej wytarł rękawem koszuli. No bo jak to tak żeby dorosły chłop płakał. Tylko mu jakoś gardło ścisnięte zostało i przeszyte bólem. Tak to zakończyła się wizyta tego szczególnego emisariusza. Na pogrzeb wszyscy z lasu przyszli i ze spuszczoną głową Gienka z Kościoła na cmentarną górkę w prostej drewnianej trumnie zawieźli na wozie Anatola i pochowali godnie. Na na grobie Gienka stanął też solidny dębowy krzyż, który zamówili u stolarza na tę specjalną okazję.
- Jeden z nas odszedł i nie wróci i o pamięć i uszanowanie zadbać trzeba kolegi.
Mawiali między sobą. Tabliczkę też do krzyża przybili z nazwiskiem i imieniem Gienka z datą jego narodzin i śmierci a pod spodem napisali: Żył lat 39.
Po pogrzebie chłopaki z lasu poszli potem razem do szynku i wypili w milczeniu jakby każdy a nie tylko Janek niemową był.

Bronka dzieci przytuliła mocno jakby jej wiatr lub silna burza chciały porwać to co miała w tej chwili najcenniejsze. Nie płakała. Z dumą i wielką siłą znosiła ten niechciany dar losu jakim ją życie obdarzyło. Kochała tego wspaniałego człowieka jak nikt i wiedziała, że on nigdy mimo różnych życiowych trosk i utrapień nie pozwolił jej płakać. Pamiętała o jego słowach.
- Patrz w przyszłość Brońciu i nie zamartwiaj się nigdy, zrządzenia losu nie odwrócisz.
Wzieła sobie do serca te słowa i nad grobem ukochanego męża ślubowała mu wiernść do końca swoich dni. I danego słowa dotrzymała. Wiedziała że przed nią wiele wyrzeczeń i trudu i musi temu podołać sama.


"Kto za młodu nie był buntownikiem, ten na starość będzie świnią"
                                                                            J.Piłsudski

Offline

 

#15 12.14.2013 14:14:28

Look761
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 04.27.2008
Posty: 2856

Re: Wiktor

Dziękuję smile


"Czy świat bardzo się zmieni , gdy z młodych gniewnych wyrosną starzy , wkurwieni"
                                                                                                               
                                                                                                       Jonasz Kofta

Offline

 

#16 12.14.2013 20:44:03

JCP
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 04.13.2009
Posty: 3520

Re: Wiktor

Ja tez.

Offline

 

#17 12.14.2013 21:01:11

Matka Teresa
Totalnie Rozgadany
Od: USA
Zarejestrowany: 03.18.2009
Posty: 996

Re: Wiktor

Czekamy na wiecej....


I am a little pencil in the hand of a writing God who is sending a love letter to the world.

Offline

 

#18 12.16.2013 17:20:00

nowy
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 11.05.2009
Posty: 3860

Re: Wiktor

JÓZIA

Dla Bronki zaczeły się teraz ciężkie lata. Lata prania i płaczu nad balją pełną mydlin. Ale w domu przy dzieciach nie pokazywała swojego cierpienia. A one rosły i widziały jak matka męczy się tym nieokazywaniem uczuć. Jak dusi w sobie cierpienie po stracie ich ojca oraz walczy z ciągłym brakiem podstawowych środków do życia. Pomagały jej jak tylko mogły we wszystkim aby każdy dzień był dla niej łatwiejszy i bardziej znośny. Józia skończyła szkołę i poszła do pracy. Do swej wymarzonej pracy, do sklepu. A może to było marzenie jej matki Bronisławy, zaszczepione w młodym sercu Józi przed laty?  Tak czy inaczej Józia lubiła tę pracę.  W sklepie u Bauma mogła siedzieć od rana do nocy i nigdy nie była zmęczona. Wszystko tam lśniło czystością, towary na pólkach poukładane równiutko stały jak wojsko na paradzie,  aż miło było popatrzeć.  Kurzu nie uświadczysz a serwetki wycięte z białego papieru dodawały szyku każdej półce. A Józia zawsze uśmiechnięta i chętna pomagać każdemu klientowi wybrać to co go interesuje. Toteż sklep z miesiąca na miesiąc zwiększył obroty bo ludzie lubią gdy się ich szanuje w czasie kiedy pieniądze wydają.
Józia dla każdego miała dobre słowo. Dla bogatego i biednego dla pana i żebraka,  jak jej matka Bronisława tak i ona szanowała każdego człowieka. Klientów przybywało i przybywało a ci co raz przyszli tak z ciekawości zaczeli wracać częściej. Widział to Bauman i grosza dla Józi nie skąpił bo i jego kasa pęczniała jak nigdy dotąd. Od tego czasu gdy Józia zaczeła pracować w sklepie poprawiło się życie Bronisławy. Sama dziwiła się patrząc na swoje dłonie jak do tej pory mogła pracować przy praniu u ludzi. Palce były już tak zdeformowane, że Bronisława z trudnością podnosiła kubek z wodą do ust. Cieszyła się jednak że Józia daje sobię w sklepie radę i ludzie ją chwalą w mieście. Częściej teraz Gienka na cmentarzu odwiedzała. Grób zadbany był a Paweł z kolegami postawili tam dla niej małą ławeczkę by mogła odpocząć gdy na cmentarna górkę się wdrapie. Czasem jednak i złe głosy ją dochodziły, że Józia u Żydów usługuje a przecież w polskich sklepach też może pracę znaleźć, że w kominie w sabat pali i takie tam.  Ale nie zważała na to ludzkie gadanie i cieszyła się z córki, że na tak mądra i piękną panienkę wyrosła.

A Józia pełna werwy po pracy  i okno przemyła i przed sklepem zamiotła. Drewniane deski podłogi sklepowej kiedyś ciemne i niedomyte teraz lśniły czystością i bielą jakby dopiero wczoraj były spasowane. Och gdyby tylko Józia wiedziała kto zginął pod cieżarem tego drzewa, o które teraz ona tak dba i ryżową szczotką z piskiem szoruje.


"Kto za młodu nie był buntownikiem, ten na starość będzie świnią"
                                                                            J.Piłsudski

Offline

 

#19 12.17.2013 22:15:58

JCP
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 04.13.2009
Posty: 3520

Re: Wiktor

To juz prawdziwa powiesc. Czekam jak zwykle na cdn.

Offline

 

#20 12.18.2013 10:41:55

Look761
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 04.27.2008
Posty: 2856

Re: Wiktor

Ja również czekam i "czytacze" też smile


"Czy świat bardzo się zmieni , gdy z młodych gniewnych wyrosną starzy , wkurwieni"
                                                                                                               
                                                                                                       Jonasz Kofta

Offline

 

#21 12.19.2013 08:41:23

nowy
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 11.05.2009
Posty: 3860

Re: Wiktor

PRZYJACIELE

Paweł do szewca poszedł do terminu ale nie w głowie mu była robota. Zrobił to dla matki bo widział, że po śmierci ojca dojść do siebie nie może. Nie chciał jej martwić ale w głowie miał co innego. Wyrósł, zmężniał i wyprzystojniał i nie myślał o kopytach, ćwiekach,  podeszwach i zelówkach. Nie myślał też o cholewach, dratwie, wosku, paście i obcasach. Nie o tym Paweł nie myślał.  Paweł ponad wszystko uwielbiał kobiety.  Było ich trzech kolegów. Franek Samuel, potężny barczysty blondyn z niebieskimi oczami i wielkimi mocnymi rękami. Zawsze pewny siebie do tańca i do różańca jak powiadali, chociaż od tego ostatniego stronił co sił. O wiele bardziej wolał słuchać muzyki na potańcówkach i karczemnego gwaru niż kościelnych dzwonów. W niejednej też bójce udział brał i dzięki swej sile i zawadiactwu wygranym z wszystkich wychodził mimo że i nie raz jeden w kilku go obskakiwali i w wielkich tarapatach bywał. Janek Prawicki to następny z trzech przyjaciół. Typ lowelasa, zawsze przesadnie dbał o swój wygląd i o buty, które nosił. Włosy lekko rude na żel. Wąsik malowany na czarno i do góry podkręcony, ręce nienagannie wypielęgnowane widać że żadnej roboty nienawykłe i ten błysk w oku co to każda baba zauważy i myśleć nie przestaje.
Ci trzej nierozłączni na każdym festynie odpuście i potańcówce byli.  Z okazji świąt i bez okazji.  Zawsze gotowi do prawienia komplementów każdej napotkanej pannie,  wdowie czy mężatce, bez różnicy, byle by ładna była i przychylne spojrzenie rzuciła.  Motorem wszelkich poczynań i podbojów serc niewieścich był Franek Samuel, który mawiał przy każdej okazji.
- Chłopaki, każda baba jest łasa na miłe słowo, nigdy nie wiesz co potrzebuje, zawsze bądź gotowy okazać jej zainteresowanie i miłego słowa nie żałuj.
Po tym wstępie ten znawca kobiecej duszy dawał jakiś stosowny przykład. Tak było i tym razem, Franek powiedział.
- Weźmy na to Tosię Miler,  żonę starego Milera co to skład węgla za Magistratem ma. Stary w kantorze siedzi cały dzień a jak nadchodzi sezon noc wygania i noc przygania starego skąpca.  Aptekarz na tego starego Żyda wołają a żona kwiat, pachnąca i świeżutka ja malina, piękna i powabna,mówię wam chłopaki tylko zrywaj i kosztuj! Ze dwadzieścia pięć lat od niego młodsza i ma inne potrzeby, no wiecie.
Tu zawadiacko uśmiechnął się i okiem mrugnął do kompanów i kontynuował dalej swą opowieść o Tosi Milerowej.
- Tu musisz brachu najpierw głową ruszyć jak ten wewnętrzny ogień ugasić, życie w kwiat tchnąć owocu dojrzałego spróbować i się nie poparzyć a przy tym jeszcze parę złotych z tego mieć. Bo to wiecie ....
– Wiemy, wiemy !
Odpowiedzieli chórem Janek i Paweł.
– Miłość bez pieniędzy prowadzi do nędzy!
- No właśnie!
Zakończył Franek  i wszyscy się roześmiali głośno a on ciągnął dalej swą opowieść.
– Ja już pół roku będzie jak ze skarbczyka starego skąpca korzystam i nawet zaczynam doceniać go za to jego przywiązanie do pracy i chęć pomnażania gotówki w naszym wspólnym interesie! 
Tutaj znów wszyscy roześmiali się filuternie, mocno ubawieni opowieścią Franka Samuela. Tak to im trzem czas płynął na poszukiwaniu miłosnych przygód pośród bogatych panien wdów i mężatek w mieście i okolicy. I nie gardzili żadną majętną kobietą. Jednak tylko Franek tak wylewny był i wszystko z detalami kolegom opowiadał. Każdy w mieście i okolicy wiedział że Franek szczególnie żydowskie kobiety polubił.


"Kto za młodu nie był buntownikiem, ten na starość będzie świnią"
                                                                            J.Piłsudski

Offline

 

#22 12.19.2013 10:00:52

JCP
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 04.13.2009
Posty: 3520

Re: Wiktor

Musialam wrocic do poczatku, zeby watku nie zgubic. Ciekawe, co dalej?

Offline

 

#23 12.21.2013 19:13:58

nowy
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 11.05.2009
Posty: 3860

Re: Wiktor

EVA
Ostatnio też i Janek poświęcał dużo czasu na odwiedziny w sklepie u Goldcykiera. A to po pomadę do włosów wpadał a to znów po tytoń to znów bibuły zapomniał albo zapałek. I tak wracał nie raz trzy razy dnia do sklepu Goldcykiera. Myliłby się ten co by pomyślał, że tanio tam jest. Ot ceny jak wszędzie. Kredytu też tam nie otworzył. Janek zawsze płacił i nigdy z takiej formy jak kredytowanie zakupów nie korzystał. Wiedzieli wszyscy, że sklepikarze przy kredycie do ceny z pięć do dziesięciu procent przy zapłacie doliczają. Prawdziwym powodem częstych odwiedzin Janka w sklepie u Goldcykiera była piękna Eva Goldcykier, córka właściciela sklepu. Eva przejeła po ojcu cały sklep i tak dobrze w nim prosperowała że zmiany widać było i w towarze,  którym się całe półki zapełniły oraz w inwestycjach jakie poczyniła. Dwie pracownice dodatkowo po sklepie krzątały się usługując klientom, będąc na każde skinienie kupujących. Powiększyła też Eva metraż sklepu. Tam gdzie uprzednio kuchenka była i składzik usunieto ścianę, nową podłoge położono, na której teraz stały nowe półki a na nich bez liku różnych towarów. Co dusza zapragnie, mydło i powidło jak w okolicy mówili i do Evy na zakupy szli jak woda. Ojciec czasem wpadał, pooglądał i zagadał do klientów.
- Przyzwyczajenie i tyle.
Mawiał nie raz gdy spotkał starego klienta. Ciągneło go zobaczyć, porozmawiać z ludźmi,  pożartować i doradzić. Tyle lat handlował w czasach dobrych i złych. I dobrych i złych ludzi pamiętał. Buchalterię też prowadził i to nie dlatego, że Eva nie umiała. Zostawiła to dla niego, kochała swego ojca jak nikt na świecie. Zawsze była jego oczkiem w głowie. Wszystko dla niej, mawiał Goldcykier przez lata, majątku się dorabiając. Teraz też Eva wiedziała, że stary ojciec bez sklepu szybko zgnuśnieje i zdziwaczeje to też te rachunki mu powierzyła aby zajęcie miał i nie nudził się sam w domu. Żona  Goldcykiera, matka Evy, zmarła już długie lata temu. Jedyną nadzieje w swej córce pokładał i nie zawiódł się. Dobra dziewczyna była gospodarna przedsiębiorcza i zaradna. Jego cichym marzeniem było sklep powiększyć o ten tył, który teraz pod nowym zarządem Evy pieknie się prezentował. Ale a to czasu nie było a to głowy do tego. Mężczyzna sam z dzieckiem lekko nie miał i wszystko na głowie. Gdy patrzył teraz na ten sklep to aż serce rosło z dumy i radości. Oj udała mu się córka, udała. Mając więc na uwadze swój podeszły wiek poradziwszy się  w Synagodze cały swój zgromadzony z latami majątek Evie przekazał. A było tego sporo. Kilkanascie monet złotych, dwudziesto dolarówek oraz nie mniejszą ilosć złotych rublówek. Pare brylantowych kolczyków oraz złoty zegarek Omega, biżuteria po żonie. Złota broszka z wielkim krwistym rubinem i bransoletka a także wiele przeróżnych pierscionków. Kilka sprzedał u Zalcmana  i odpowiedni datek złożył za pomyślność. Całość tego zgromadzonego spadku zamykało około trzy tysiące nowych złotych w monetach srebrnych dziesięcio, pięcio i dwu złotowych. Niezła to była sumka na owe czasy i nikt nawet o tym nie wiedział że ten stary sklepikarz, Goldcykier, taki majątek mógł przez lata zgromadzić. Cieszył się stary ojciec, że ma komu majątek powierzyć i że na utracjuszkę nie trafiło. Och, myślał, żeby tak jeszcze wnuka doczekać i spokojnej starości.


"Kto za młodu nie był buntownikiem, ten na starość będzie świnią"
                                                                            J.Piłsudski

Offline

 

#24 12.22.2013 18:39:37

Look761
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 04.27.2008
Posty: 2856

Re: Wiktor

Nowy
Coraz bardziej interesujące smile
Czekamy na więcej .To jest co lubię  czytać  smile


"Czy świat bardzo się zmieni , gdy z młodych gniewnych wyrosną starzy , wkurwieni"
                                                                                                               
                                                                                                       Jonasz Kofta

Offline

 

#25 12.28.2013 14:26:46

nowy
Niezaprzeczalna Legenda Forum
Zarejestrowany: 11.05.2009
Posty: 3860

Re: Wiktor

SWATY

Eva do zamążpójścia się nie spieszyła. Owszem było kandydatów kilku, choćby ten Mosze Tron syn krawca z rynku. Dobra partia, myślał Goldcykier i chyba nie ma więcej lat jak Eva. Ale gdy wspomniał o nim Eva tylko go śmiechem zbyła i dodała, że lata kiedy rodzice swatali i żenili młodych lub starych i młode do minionych należą i że ona teraz to miłości chce a nie kontraktu, tate!
To ostatnie zdanie to prawie wykrzyczała ale zaraz przytuliła ojca wiedząc, że złego nigdy jej nie życzył i życzyć nie będzie. Popłakała na tatowym ramieniu i przeprosiła za swój niepohamowany wybuch gniewu.
Piekarz Wizel do domu kiedyś przyszedł i otwarcie propozycję złożył Goldcykierowi.
– Twoja córka u nas wielka gospodynia będzie, mój chłopak niegramotny jest i musi żonę mieć co by nim pokierowała. W przeciwnym wypadku cały majątek rozpuści a jest tego trochę.
Zachwalał piekarz Wizel i oko do Goldcykiera puszczał. To nie było trochę, myślał Goldcykier. Piekarnia, dwa sklepy na rynku. Jeden po żydowskiej a drugi po polskiej stronie, dwie kamienice i zakład stolarski. To u niego Eva nową podłogę, okna i półki zamawiała do poszerzonego sklepu. To pewnie w tym czasie Eva, jej zaradność i przedsiębiorczość wpadła w oko Wizelowi. No temu to pieniądz z każdej strony się sypie. Myślał Goldcykier a tymczasem Wizel kontynuował.
– Jak wasza córka Eva, żoną mojego chłopaka zostanie to rozbudujemy sklep ze specjalnym działem piekarniczym i zatrudni się parę osób a twoja Eva będzie tego pilnować. Już ona głowę na karku ma.
Mówił Wizel rozmarzony widząc w wyobraźni jak mu się jeszcze majątek powiększa. Gdy jej ojciec tę całą rozmowę powtórzył Evie ta tylko ramionami wzruszyła i powiedziała.
- A co mało nam tate?  Mało?  Niech inna tego nicponia za pieniądze pilnuje i się z nim męczy. Ja nie! Poczekam tate, może się trafi odpowiedni kandydat.
Strapił się stary ojciec ale wolę jedynaczki uszanował i nie nalegał pomny jak się to uprzednio skończyło. Młoda jeszcze pomyślał.
Lecz wkrótce zauważył że Eva większą uwagę do swojego wyglądu przywiązuje. W lustro częściej spogląda, delikatny makijaż ma i nowe bluzki i spódnice. Włosy poprawia, wesoła i rezolutna jest jak nigdy dotąd. W lot pojął ojciec co jest na rzeczy i w miasto wyszedł niby w odwiedziny do starych znajomych niby na spacer. Przed tym jednak dziewczynę w sklepie zagadnął.
– A nie widziała Marysia czy aby nie kręci się ty jaki kawaler obok mojej Evy?
Dziewczyna zmieszała się, poczerwieniała stękać coś zaczęła na co Goldcykier powiedział ciepło.
- No niech się Marysia nie obawia nic a nic Evie nie powiem, niech Marysia mówi co wie, śmiało.
– Tak proszę pana. Ale panienka Eva nic nie kazała mówić panu na ten temat. Ja się boję pracę stracić a dobrze mi tu i pani Eva dobrze mnie traktuje.
- Dobrze już, dobrze. Dziękuję niech się Marysia nie martwi córce nic nie powiem o naszej rozmowie. Pójdę już a Marysia niech do pracy wraca i o naszej rozmowie zapomni.
Dziewczyna czmychnęła jak spłoszona mysz i tyle po niej a Goldcykier się w duchu ucieszył, na to że serce jej Evy mocniej dla kogoś zabiło. Myśląc do kogo się tu udać by języka zaciągnąć postanowił u źródła na początek spróbować, a nuż się uda?  Stare nogi nie chcą już jak dawniej chodzić i te pytania do obcych! Irytowała go już sama myśl, że u obcych musi szukać odpowiedzi na pytania o najbliższą mu osobę. W sam raz luźno w sklepie,  Eva wolna, zapytam wprost, pomyślał.
– Eva dziecko drogie, powiedz staremu ojcu, bom ciekaw a zmiany widzę.
– W sklepie tate?  Wtrąciła Eva szybko.
– Nie córko! U ciebie zmiany widzę.
Eva w tej chwili rumieńcem się zalała, duże oczy na dół spuściła i zaczęła nieśmiało jak uczennica przyłapana w szkole na ściąganiu.
– No... No .... Tate jaką zmianę?!
Wyrzuciła z siebie ja z procy i kontynuowała.
– Ja,  ja nic,  normalnie,  dużo pracy tate,  ruch towar schodzi, kaszy domówiłam u Bucholca w młynie.
Próbowała zmienić temat.
– No dobrze,  dobrze, dziecko drogie. Pójdę już dawno u Fisza nie byłem. Pogoda ładna odwiedzić go wypada. Pogłaskał przy tym brodę i ze sklepu wyszedł.


"Kto za młodu nie był buntownikiem, ten na starość będzie świnią"
                                                                            J.Piłsudski

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson
wygląd forum i administracja techniczna Bartłomiej Kozielski
kontakt z właścicielem i administratorem strony forumdetroit@gmail.com